Kwiecień przyniósł mi książki bardzo różne, ale większość z nich łączyło jedno – bohaterowie próbujący poradzić sobie z przeszłością. Były rodzinne sekrety, wojenne traumy, trudne wybory i historie pokazujące, że czasem nawet najmniejsza decyzja potrafi zmienić całe życie.
„Odległe życie”, M.L. Stedman

To była jedna z tych książek, które zostawiają po sobie cichy smutek. Historia zaczyna się od jednego tragicznego momentu, ale tak naprawdę najważniejsze okazuje się wszystko to, co dzieje się później.
Najbardziej poruszyło mnie pokazanie życia ludzi próbujących funkcjonować po stracie i z ciężarem decyzji, których nie da się cofnąć. Do tego Australia, surowa, ogromna i niemal przytłaczająca, staje się tutaj czymś więcej niż tylko tłem.
Pełna recenzja jest tutaj.
„Wojenny klub książki”, Kate Thompson

Jak pokazać okrucieństwo okupacji przez pryzmat książek i czytelników? Kate Thompson opanowała tę sztukę do perfekcji. Po porywającej historii „Mała wojenna biblioteka”, której akcja dzieje się w bombardowanym Londynie, tym razem autorka zabiera nas na dalekie Wyspy Normandzkie pod niemiecką okupacją. Rewizje. Palenie zakazanych książek. Donosy na sąsiadów. Ukrywający się Żydzi i amerykańscy lotnicy. Reżim, terror, ograniczone racje żywnościowe i bieda. A w tym wszystkim wojenny klub książki w miejscowej bibliotece, podczas spotkań którego ciężko pracujące kobiety mają możliwość oderwać się od szarej codzienności.
„Wojenny klub książki” to opowieść o kobietach, które nie mają wielkich narzędzi ani wpływów, a mimo to działają. Niewiele i aż tyle jednocześnie. I chyba właśnie to zostaje po lekturze najdłużej. Ogromną wartością są tu fakty historyczne, zdjęcia i autentyczne donosy, które zainspirowały autorkę. Każdy rozdział rozpoczyna się wzmianką o zakazanej książce lub autorze i to nie jest ozdobnik. To przypomnienie, że słowa mają znaczenie — i że ktoś kiedyś bardzo się bał ich siły.
„Iris”, Eleanor Buchanan

Szkocja, mgła, klify i rodzinna tajemnica ciągnąca się przez pokolenia – dokładnie takie historie potrafią mnie wciągnąć bez reszty. Najmocniej wybrzmiała dla mnie relacja między siostrami i determinacja Iris, gotowej zrobić wszystko, by ochronić rodzinę.
Bardzo podobało mi się połączenie surowego klimatu Szkocji z cieplejszą, australijską częścią historii. A tajemniczy obraz klifów przewijający się przez całą opowieść dodawał jej niemal baśniowej atmosfery.
Pełna recenzja jest na tej stronie.
„Świadek numer 8”, Steve Cavanagh

Po spokojniejszych i bardziej melancholijnych książkach potrzebowałam też czegoś dynamicznego. I Eddie Flynn po raz kolejny mnie nie zawiódł.
Uwielbiam tempo tej serii, chaos, który nagle zaczyna układać się w całość, i salę sądową, gdzie Eddie naprawdę pokazuje pełnię swoich możliwości. To może nie była najbardziej zaskakująca część cyklu, ale i tak przeczytałam ją praktycznie w jeden weekend.
Pełna recenzja jest na tej stronie.
„Cały ten błękit”, Melissa da Costa

„Cały ten błękit” wywołał we mnie skrajne emocje. Najpierw było niewielkie przerażenie objętością i lekkie znużenie, bo początek nie wciągnął mnie tak, jak się spodziewałam. Wszystko rozwija się tu spokojnie, bez pośpiechu, bez nagłych zwrotów akcji. To zdecydowanie nie jest książka dla niecierpliwych.
Ale kiedy Joanne zaczyna odkrywać swoją tajemnicę, coś się zmienia. Historia nabiera głębi, pojawia się napięcie i coraz trudniej się od niej oderwać.
To opowieść o dwójce poturbowanych przez życie ludzi i o spotkaniu, które przychodzi w nieoczekiwanym momencie. O podróży przez piękne, surowe krajobrazy Pirenejów oraz urokliwe francuskie wioski i miasteczka, która dla Emila staje się ostatnią drogą. Jego choroba odbiera mu pamięć i świadomość, ale jednocześnie daje mu coś bardzo cennego – czas, który może przeżyć po swojemu.
Im dalej, tym mocniej ta historia zaczyna poruszać. Wchodzi pod skórę, zostawia przestrzeń na ciszę i refleksję. Nie zaskakuje zakończeniem, ale zostaje w środku na długo.
„Cały ten błękit” to jedna z tych książek, które wymagają cierpliwości, ale jeśli jej się trochę zaufa, potrafi odwdzięczyć się czymś naprawdę pięknym i bardzo ludzkim. Ja bardzo polecam.
Podsumowanie
Kwiecień był miesiącem książek spokojniejszych, bardziej refleksyjnych i skupionych na emocjach bohaterów. Coraz bardziej lubię właśnie takie historie — niedoskonałe, czasem bolesne, ale zostawiające po sobie coś prawdziwego.

Autorka: Joanna Tkacz
Lubię historie, które zostają w głowie na dłużej.
Czytam dużo, ale wybieram uważnie – najczęściej thrillery, powieści historyczne, biografie i obyczajowe.
Swoimi wrażeniami dzielę się na blogu i w mediach społecznościowych, łącząc czytanie z fotografią.
Podobało Ci się?
Jeśli chcesz przeczytać inne moje recenzje książek, zajrzyj do mojego bloga.
