Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Albatros.
„Wdowa” to John Grisham w wydaniu, które bardzo dobrze przypomina, dlaczego thrillery prawnicze tego autora od lat mają swoich wiernych czytelników. Testament, tajemnicza śmierć, podejrzany adwokat i sala sądowa, na której nic nie jest tak oczywiste, jak mogłoby się wydawać.
Informacje
Tytuł: Wdowa
- Autor: John Grisham
- Ocena: 4,5/5
- Wydawnictwo: Albatros
Kim jest John Grisham?
John Grisham to amerykański pisarz i prawnik, którego nazwisko od lat kojarzy się przede wszystkim z thrillerem prawniczym. Zanim zajął się pisaniem na pełny etat, przez niemal dekadę prowadził praktykę prawniczą, specjalizując się m.in. w prawie karnym i sprawach dotyczących obrażeń ciała. Był również członkiem Izby Reprezentantów stanu Missisipi.
Jego pierwsza powieść, „Czas zabijania”, ukazała się w 1989 roku, a przełom przyniosła „Firma”. Od tego czasu Grisham napisał ponad pięćdziesiąt książek, a jego powieści zostały przetłumaczone na blisko pięćdziesiąt języków. Wiele z nich doczekało się również ekranizacji.
Doświadczenie prawnicze wyraźnie wpłynęło na jego twórczość. W swoich książkach często przygląda się funkcjonowaniu wymiaru sprawiedliwości, prawniczym mechanizmom i ludziom uwikłanym w sprawy, których konsekwencje trudno przewidzieć.
O czym jest książka „Wdowa”?
Małe amerykańskie miasteczko. Adwokat, który ledwo wiąże koniec z końcem. Irytująca sekretarka. Testament zamożnej wdowy. Zarzut morderstwa. Sala sądowa. Nieprzewidywalni przysięgli.
Czy jest ktoś, kto umie to połączyć lepiej niż John Grisham?
Simon Latch prowadzi niewielką kancelarię. Zajmuje się sprawami, które pozwalają mu ją utrzymać, choć trudno mówić o zawodowym sukcesie. Ma także problem z hazardem, narastające długi i małżeństwo, które właśnie się rozpada. Nic więc dziwnego, że pojawienie się w jego kancelarii Eleanor „Netty” Barnett od razu przyciąga jego uwagę.
Osiemdziesięciopięcioletnia wdowa chce sporządzić testament. Okazuje się, że posiada majątek wart miliony dolarów, w tym akcje Coca-Coli i Walmartu pozostawione jej przez zmarłego męża. Simon ma zająć się jej sprawami spadkowymi, a przy okazji pojawia się możliwość, że to zlecenie znacząco poprawi jego sytuację finansową.
Testament zostaje sporządzony, jednak niedługo później Eleanor umiera. Policja nie uznaje jej śmierci za wypadek, a Simon szybko znajduje się w kręgu podejrzeń. Motyw wydaje się oczywisty, podobnie jak okazja. Nagle prawnik, który jeszcze niedawno zajmował się majątkiem swojej klientki, sam musi walczyć o to, żeby udowodnić swoją niewinność.
I właśnie wtedy historia zaczyna nabierać zupełnie innego charakteru.
Moje refleksje z lektury książki „Wdowa”
Bo nagle Simon, zamiast zajmować się jej testamentem, musi zmierzyć się z zarzutem morderstwa.
Podejrzewają go niemal wszyscy. Poza mną. Bo Grisham bardzo dokładnie pokazuje, co Simon robił i kiedy. On po prostu nie miał możliwości popełnienia morderstwa.
Od początku znacznie bardziej nie podobała mi się Matilde. To na nią stawiałam.
Później do Matilde dołączył Jerry Korsak i właśnie takie własne typowanie podejrzanych sprawiało mi sporo przyjemności.
Jednak prawdziwą tajemnicą nie jest to, kto zabił Eleanor Barnett. Chodzi o to, czy Simon Latch zdoła uratować się zarówno przed systemem prawnym, jak i przed własnymi słabościami.
Grisham ma bardzo charakterystyczny styl. Pisze krótkimi zdaniami, a jednocześnie potrafi poświęcić sporo miejsca na opisanie zwyczajnych czynności. Co robi bohater, gdzie jedzie, z kim rozmawia, co wydarzyło się chwilę wcześniej. W innej książce mogłoby mnie to zmęczyć, ale tutaj działało zaskakująco dobrze. Zamiast spowalniać lekturę, te szczegóły sprawiały, że cały czas chciałam wiedzieć, co wydarzy się dalej.
Co ciekawe, opis książki zdradza sporą część fabuły. Zwykle uważam to za kiepski pomysł, ale w przypadku „Wdowy” nie odebrało mi to ciekawości. Skoro wiedziałam już mniej więcej, co ma się wydarzyć, pozostawały pytania: kiedy, dlaczego i jak. I właśnie na nie czekałam.
Nie oznacza to jednak, że wszystko było dla mnie idealne. Bohaterowie nie wzbudzili we mnie szczególnej sympatii. Eleanor potrafiła mnie porządnie zirytować, a Simon momentami wydawał się zwyczajnie słaby i zbyt mało zdecydowany. Do tego dochodzi Matilde, która od początku działała mi na nerwy. Ale tym razem brak sympatii do bohaterów wcale nie przeszkadzał mi w odbiorze książki. Znacznie ważniejsze było to, że każdy z nich miał swoje interesy i własne powody, żeby nie mówić wszystkiego wprost.
Najlepiej czytało mi się fragmenty związane z procesem. Kiedy historia przeniosła się na salę sądową, napięcie wyraźnie wzrosło. Nieprzewidywalni przysięgli, argumenty obu stron i świadomość, że jeden szczegół może mieć znaczenie, stworzyły dokładnie taki klimat, jakiego oczekuję od dobrego thrillera prawniczego.
Czy były dłużyzny? Możliwe. Mnie nie przeszkadzały. W tej historii spokojniejsze tempo dobrze współgrało ze stylem Grishama, a szczegółowość pozwalała wejść w świat bohaterów i dokładniej obserwować kolejne wydarzenia.
Dla kogo jest „Wdowa”?
„Wdowa” będzie dobrym wyborem przede wszystkim dla osób, które lubią thrillery prawnicze, historie osadzone w małych miejscowościach oraz procesy sądowe, w których trudno przewidzieć ostateczny werdykt. To również książka dla czytelników, którzy nie potrzebują nieustannej akcji i doceniają napięcie budowane spokojnie, poprzez szczegóły, rozmowy i kolejne elementy układanki.
Fani Johna Grishama prawdopodobnie znajdą tutaj wiele tego, za co cenią jego twórczość. Osoby dopiero rozpoczynające przygodę z autorem powinny natomiast wiedzieć, że jego styl jest dość szczegółowy, a pierwsza część historii rozwija się spokojniej. Warto dać jej trochę czasu.
Podsumowanie
„Wdowa” przypomniała mi, jak dobrze John Grisham potrafi prowadzić historię, kiedy skupia się przede wszystkim na opowiadaniu jej zamiast na moralizowaniu. Nie potrzebuje spektakularnych zwrotów akcji co kilka stron, żeby utrzymać uwagę. Wystarczają mu szczegóły, dobrze skonstruowana intryga i świat prawniczy, który zna i potrafi wiarygodnie pokazać.
Nie polubiłam wszystkich bohaterów, nie każdy fragment był równie mocny, a tempo może dla części czytelników okazać się zbyt spokojne. Mnie jednak ta książka wciągnęła. Szczególnie wtedy, kiedy historia weszła na salę sądową i zaczęła się prawdziwa gra o to, komu można uwierzyć.
To właśnie takiego Grishama lubię najbardziej. Kiedy nie moralizuje i nie próbuje niczego udowadniać. Po prostu opowiada historię. A robi to naprawdę dobrze.
Wydawnictwu Albatros dziękuję za egzemplarz do recenzji.
Jeśli chcesz przeczytać recenzje innych książek tego wydawnictwa, zajrzyj na tę stronę.
Lubię historie, które zostają w głowie na dłużej. Czytam dużo, ale wybieram uważnie - najczęściej thrillery, powieści historyczne, biografie i obyczajowe.
Swoimi wrażeniami dzielę się na blogu i w mediach społecznościowych, łącząc czytanie z fotografią.
