Sierpień był u mnie miesiącem bardzo różnych historii. Był okupowany Paryż, Warszawa podczas Powstania, Indie rozdarte religijnym konfliktem, włoskie podróże, rodzinne tajemnice i samochód, który miał prowadzić sam.
Sześć książek. Sześć zupełnie różnych opowieści. A jednak po ich odłożeniu zauważyłam coś, co je ze sobą łączy. W każdej z nich bohaterowie zostają postawieni przed sytuacją, która zmusza ich do wyboru. Czasem między bezpieczeństwem a odwagą. Czasem między prawdą a wygodnym milczeniem. A czasem między przeszłością a próbą rozpoczęcia życia od nowa.
„Zapomniana księgarnia w Paryżu”, Daisy Wood

Paryż pod niemiecką okupacją, mała księgarnia La Page Cachée i książki zakazane przez nazistów. Wojenny wątek tej powieści od początku przyciąga uwagę i szybko staje się jej najmocniejszą częścią.
Jacques chce przede wszystkim ochronić rodzinę i zachować choć odrobinę normalności. Mathilde nie potrafi jednak biernie patrzeć na to, co dzieje się wokół. Ich postawy z czasem zaczynają się zmieniać, bo w świecie ogarniętym wojną trudno pozostać naprawdę neutralnym.
Współczesna historia Juliette wypada przy tym znacznie słabiej. Jej nowa rzeczywistość przychodzi zbyt łatwo, zabrakło też mocniejszego połączenia obu płaszczyzn czasowych. Nie do końca przekonał również wątek romantyczny.
Mimo tego była to przyjemna lektura z dobrze zbudowanym klimatem. Szczególnie dla osób, które lubią książki o księgarniach, zakazanej literaturze i sekretach ukrytych w przeszłości.
„Pieśń zbuntowanych serc”, Thrity Umrigar

Ta książka zabrała mnie do Indii, których nie znam i których obraz trudno zapomnieć.
Smita wraca do kraju po latach, by napisać reportaż o Meenie – młodej kobiecie brutalnie ukaranej przez rodzinę za miłość do mężczyzny z innej religii. Za historią jednej kobiety szybko pojawia się znacznie szerszy obraz społeczeństwa, w którym kastowość, patriarchat, religijna nienawiść i pojęcie „honoru” wciąż mogą decydować o ludzkim losie.
Równolegle poznajemy przeszłość Smity. Jej osobista historia stopniowo zmienia sposób, w jaki patrzymy na jej powrót do Indii.
Nie wszystko tutaj działało. Tempo chwilami było zbyt wolne, niektóre zachowania bohaterek wydawały się mało wiarygodne, a zakończenie okazało się zdecydowanie zbyt łatwe i słodkie jak na historię, która wcześniej tak mocno pokazywała przemoc i jej konsekwencje.
A jednak ta powieść zostawiła po sobie sporo emocji i pytań. Szczególnie o to, jak łatwo społeczne zasady mogą zostać wykorzystane do usprawiedliwiania przemocy.
„Tam, gdzie spotkałam ciebie”, Paige Toon

Po cięższych historiach przyszła pora na podróż.
Angie, mieszkająca dotąd w australijskim górniczym miasteczku, po śmierci babci postanawia odnaleźć nieznanego ojca. Trop prowadzi ją do Włoch, a podróż staje się nie tylko poszukiwaniem rodzinnych korzeni, ale również próbą odpowiedzi na pytanie, czego właściwie chce od życia.
Rzym, Wenecja, Toskania i włoska rodzina tworzą bardzo przyjemny, letni klimat. Paige Toon potrafi pięknie opisywać miejsca i sprawiać, że czytelnik niemal przenosi się razem z bohaterami.
Szkoda tylko, że Australia, od której wszystko się zaczyna, została potraktowana znacznie bardziej pobieżnie.
Tym razem trudniej było również nawiązać więź z bohaterami. Alessandro potrafił irytować swoim zamknięciem i unikaniem trudnych rozmów, Angie z kolei chwilami przekraczała granicę między troską o innych a zwykłym wścibstwem.
To jednak nadal lekka, wakacyjna historia o podróży, rodzinie i zaczynaniu życia od nowa. Dla fanów Paige Toon będzie bezpiecznym wyborem.
„Daleko od raju”, Katarzyna Majewska-Ziemba

Są książki, których nie da się czytać wyłącznie jak fikcyjnej historii. „Daleko od raju” jest jedną z nich.
To kolejna część cyklu, w którym wracamy do bohaterów poznanych wcześniej. Michalina pomaga wyprowadzać dzieci z getta, Jurek i Rączka działają w konspiracji, Benedykta angażuje się w ratowanie żydowskich dzieci, a Efrema próbuje chronić swoich podopiecznych.
Potem wybucha Powstanie Warszawskie.
Tym razem szczególnie mocno wybrzmiewa historia cywilów. Ludzi, którzy nie walczyli, nie podejmowali decyzji, a mimo to znaleźli się w samym środku tragedii. Jest Wola, płonące domy, Pruszków, strach i codzienna walka o przetrwanie.
To właśnie ten punkt widzenia sprawił, że powieść była dla mnie tak przejmująca.
W sierpniu, kiedy Warszawa ponownie przypomina o wydarzeniach sprzed ponad osiemdziesięciu lat, tę historię czyta się jeszcze mocniej. Szczególnie kiedy zna się prawdziwy przebieg wydarzeń.
To bardzo mocne zakończenie cyklu. I zdecydowanie nie jest to książka, którą łatwo odłożyć i po prostu przejść do następnej.
„Kwestia winy”, Bruce Holsinger

A gdyby samochód prowadzony przez sztuczną inteligencję spowodował tragiczny wypadek?
Kto wtedy odpowiada?
Człowiek siedzący za kierownicą? Producent? Programiści? Algorytm? A może nikt?
Właśnie to pytanie wydało mi się w tej powieści najbardziej interesujące. Holsinger połączył thriller psychologiczny z historią rodziny, której życie po wypadku zaczyna rozpadać się na kawałki. Kolejne tajemnice sprawiają, że odpowiedzialność przestaje być oczywista.
Nie wszystkie elementy historii przekonały. Bohaterowie bywają trudni do polubienia, niektóre wątki mogłyby zostać znacznie mocniej rozwinięte, a szczególnie szkoda niewykorzystanego potencjału tematu odpowiedzialności za decyzje podejmowane przez AI.
Mimo tego książka zostawia czytelnika z pytaniem, które trudno tak po prostu zamknąć razem z okładką:
Jeśli powierzamy maszynie podejmowanie decyzji, kto odpowiada za ich konsekwencje?
„Utracona”, Miriam Georg

Dwie siostry bliźniaczki. Dwie płaszczyzny czasowe. Rodzinne tajemnice, które przez dziesięciolecia pozostają ukryte.
Kiedy 93-letnia Änne umiera, jej wnuczka Laura znajduje niewysłane listy i obraz z Polski. Zaczyna szukać odpowiedzi, a my przenosimy się do roku 1943.
Änne i Luise mają po siedemnaście lat. Łączy je niezwykle silna więź, ale jednocześnie dzieli coraz więcej. Szczególnie kiedy u Änne zostaje zdiagnozowana padaczka, a nazistowskie przepisy sprawiają, że jej choroba staje się śmiertelnym zagrożeniem.
Änne nie jest bohaterką łatwą do polubienia. Bywa zaborcza, zazdrosna i raniąca. Trudno jednak patrzeć na jej zachowanie bez pamiętania o tym, co zostało jej odebrane.
To właśnie relacja sióstr jest tutaj niezwykle ciekawa. Miłość, zazdrość, zależność, lęk przed utratą – wszystko miesza się ze sobą i sprawia, że ich historia nie jest jednoznaczna.
Miriam Georg bardzo plastycznie opisuje dawny świat. Majątek, pola, lasy, konie, rzekę i codzienne życie, które początkowo wydaje się bezpieczne. Wojna wkrada się w ten świat powoli, ale nieodwracalnie.
„Utracona” to przede wszystkim opowieść o kobietach, ich wyborach, miłości, stratach i tajemnicach, które potrafią przetrwać znacznie dłużej niż ludzie, którzy je nosili.
„Wszystko, czego nie wyznaliśmy”, Emma Robinson

Na koniec małżeństwo z 26-letnim stażem, wyjazd do Malagi i pytanie, dlaczego Robert zamiast zbliżać się do żony, coraz bardziej się od niej oddala.
Ellen zaczyna podejrzewać, że mąż coś przed nią ukrywa. I tutaj zaczyna się czytelnicza zabawa w zgadywanie.
Tropy pojawiają się jeden po drugim. Można próbować układać je w całość, podejrzewać bohaterów i budować własną wersję wydarzeń. Niektóre elementy rzeczywiście można przewidzieć, ale całości już niekoniecznie.
Historia prowadzona jest dwutorowo – współczesność przeplata się z latami 90. Stopniowo okazuje się, że za małżeńskimi niedopowiedzeniami kryją się znacznie poważniejsze doświadczenia: przemoc seksualna, trauma, wstyd, poczucie winy i lęk o bezpieczeństwo własnych dzieci.
Nie wszystko tutaj zagrało. Początek bywa zbyt oczywisty, a zakończenie zdecydowanie za bardzo ociera się o cukierkowość.
Mimo tego książka potrafi zatrzymać przy sobie. Szczególnie wtedy, kiedy wydaje się już, że wiemy, dokąd zmierza historia, a autorka dokłada kolejną warstwę.
Sześć książek, sześć różnych historii
Patrząc na sierpniowe lektury razem, trudno mówić o jednym dominującym gatunku czy klimacie.
Były książki wojenne i historyczne. Były rodzinne tajemnice, thriller psychologiczny, powieść obyczajowa i historia podróżnicza. Były też bardzo różne emocje – od napięcia i złości po wzruszenie, ciekawość i zwykłą przyjemność z przeniesienia się na kilka godzin do innego świata.
Nie każda z tych książek była równie dobra. I chyba właśnie to lubię w takich czytelniczych podsumowaniach najbardziej. Po kilku tygodniach łatwiej zobaczyć, które historie rzeczywiście zostały w głowie, a które po prostu dobrze wypełniły czas.
Gdybym miała wybrać trzy książki, które najbardziej zostały ze mną po sierpniu, byłyby to „Daleko od raju”, „Utracona” i „Pieśń zbuntowanych serc”.
Pierwsza przypomniała mi, że historię Warszawy można czytać z wielu perspektyw. Druga pokazała, jak mocno rodzinne tajemnice potrafią wpływać na kolejne pokolenia. Trzecia otworzyła przede mną kawałek świata, o którym wiedziałam zdecydowanie za mało.
A „Kwestia winy” dorzuciła jeszcze jedno pytanie, które zostaje w głowie na dłużej:
ile odpowiedzialności jesteśmy gotowi oddać technologii, zanim przestaniemy wiedzieć, kto właściwie podejmuje decyzje?
I chyba właśnie za takie pytania lubię książki najbardziej.
Jeśli jesteście ciekawi, jakie książki towarzyszyły mi w sierpniu na czytniku, zajrzyjcie również do cyklu „Czytnik, kawa i emocje”. Tam czeka kolejna porcja czytelniczych odkryć.

Autorka: Joanna Tkacz
Lubię historie, które zostają w głowie na dłużej.
Czytam dużo, ale wybieram uważnie – najczęściej thrillery, powieści historyczne, biografie i obyczajowe.
Swoimi wrażeniami dzielę się na blogu i w mediach społecznościowych, łącząc czytanie z fotografią.
Podobało Ci się?
Jeśli chcesz przeczytać inne moje recenzje książek, zajrzyj do mojego bloga.
