Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Luna.
Hamburg, 1886 rok. Eleganckie rezydencje bogatych armatorów i robotnicze dzielnice, w których codzienność oznacza walkę o przetrwanie. Właśnie pomiędzy tymi dwoma światami Miriam Georg umieszcza historię Lily Karsten. Młodej kobiety, która ma wszystko, czego można oczekiwać od dobrze urodzonej córki, poza jednym. Prawem do decydowania o własnym życiu.
„Światła nad portem” to powieść historyczna, w której rodzinne sekrety, społeczne nierówności i losy kobiet splatają się z historią portowego Hamburga. To pierwszy tom opowieści o rodzinie Karstenów i już tutaj widać, że autorka ma dla swoich bohaterów znacznie więcej planów.
Informacje
Tytuł: Światła nad portem
- Autorka: Miriam Georg
- Cykl: Saga portowa (tom 1)
- Ocena: 4/5
- Wydawnictwo: Luna
Kim jest Miriam Georg?
Miriam Georg od lat zachwyca czytelniczki swoimi sagami historycznymi osadzonymi w Hamburgu. Ukończyła literaturę europejską i przez wiele lat pracowała jako redaktorka. Mieszka w Berlinie razem ze swoją głuchą suczką Rosali.
O czym jest książka „Światła nad portem”?
Lily Karsten ma ochrzcić nowy statek swojego ojca. Nie wszystko jednak idzie zgodnie z planem. Jej brat Franz odjeżdża powozem bez siostry, więc Lily, chcąc zdążyć na uroczystość, wskakuje na jego rower.
Jej pojawienie się wzbudza sensację. Młoda kobieta z dobrego domu na rowerze nie jest w 1886 roku widokiem, do którego mieszkańcy Hamburga są przyzwyczajeni.
Później wiatr porywa jej kapelusz. Jeden z robotników próbuje go odzyskać i dochodzi do tragicznego wypadku, w którym mężczyzna traci życie.
Dla Lily to moment, którego nie potrafi po prostu zostawić za sobą. Zaczyna interesować się losem rodziny zmarłego i trafia do robotniczej dzielnicy Hamburga.
Tam poznaje Jo Boltena.
I od tego momentu jej uporządkowane życie zaczyna się zmieniać.
Moje refleksje z lektury książki „Światła nad portem”
Lily nie jest bohaterką, która dopiero podczas wydarzeń powieści odkrywa swoje marzenia. Ona doskonale wie, że chce czegoś więcej.
Chce pisać. Chce decydować o sobie. Chce mieć własne życie.
Problem polega na tym, że żyje w czasach, w których kobieta z jej pozycją społeczną ma przede wszystkim dobrze wyjść za mąż, prowadzić dom i nie przynosić rodzinie wstydu.
Kobiety po prostu nie są stworzone do takich rzeczy. Wasze mózgi nie są… jak by to powiedzieć… przystosowane do zajmowania się takimi sprawami. Pomijając już to, że to nie jest stosowne. Takie są po prostu fakty. Bóg tak urządził ten świat, nie ma sensu się temu sprzeciwiać.
Lily ma więc wszystko, co z zewnątrz może wyglądać jak idealne życie. Bogatą rodzinę, bezpieczeństwo, narzeczonego i przyszłość, którą ktoś już za nią zaplanował. Tyle że ta przyszłość niekoniecznie jest jej przyszłością.
Podobało mi się, że Miriam Georg nie zrobiła z Lily bezbłędnej buntowniczki. Jest naiwna. Bywa impulsywna. Czasami działa zdecydowanie zbyt szybko i dopiero później zastanawia się nad konsekwencjami.
Oto nadjeżdżała Lily. Na głowie miała zielony kapelusz z ogromnym piórem. A na dodatek.. – aż zaparło mu dech w piersiach. Czy ona postradała zmysły? Przez chwilę myślał, że ma halucynacje.
Jego córka siedziała na rowerze!
Ale ma w sobie coś, co trudno zignorować. Odwagę, ciekawość i potrzebę zrozumienia świata, który dotąd znajdował się poza jej zasięgiem.
Jej przemiana nie polega więc na tym, że nagle staje się zupełnie inną osobą. Raczej coraz wyraźniej rozumie, że nie chce żyć według scenariusza napisanego przez innych. Kto wie, może nawet zechce nosić spodnie?
Co ty wygadujesz? Nikt tak nie myśli! Dokąd by to nas zaprowadziło? Może jeszcze chcecie pracować? I nosić spodnie?
Lily i Jo. Dwa światy
Spotkanie Lily i Jo jest jednym z najważniejszych elementów powieści.
Dzieli ich niemal wszystko. Pochodzenie, sytuacja materialna, doświadczenia i miejsce, jakie zajmują w społeczeństwie.
Jo zna Hamburg od zupełnie innej strony. Lily dopiero zaczyna go poznawać.
Ich relacja pozwala autorce pokazać, jak bardzo miejsce urodzenia może determinować ludzkie życie. To, co dla jednej osoby jest oczywistością, dla drugiej może być nieosiągalnym luksusem.
Nie chodzi jednak wyłącznie o romansową warstwę tej relacji. Znacznie ciekawsze jest obserwowanie, jak Lily dzięki Jo zaczyna patrzeć na własne życie z innej perspektywy. A Jo również musi skonfrontować się z kimś pochodzącym z zupełnie innego świata.
Hamburg jest tutaj czymś więcej niż tłem
To właśnie obraz Hamburga zrobił na mnie duże wrażenie.
Miriam Georg bardzo szczegółowo i plastycznie odtwarza miasto z końca XIX wieku. Eleganckie domy bogatych rodzin kontrastują z portem i robotniczymi dzielnicami. Piękne stroje i wystawne wnętrza sąsiadują z brudem, chorobami i biedą.
Smród rozkładu z kanałów mieszał się z dymem z niezliczonych kominów. Zaniedbane dzieci, które ledwo mogły chodzić na swoich wykoślawionych przez krzywicę nogach, bawiły się patykami i pustymi puszkami po konserwach.
Ten kontrast jest właściwie obecny przez całą powieść.
Bogaci mogą pozwolić sobie na komfort i bezpieczeństwo. Biedni często nie mają nawet dostępu do podstawowej opieki medycznej. Kobiety z wyższych sfer są ograniczane przez konwenanse, a kobiety z biedniejszych dzielnic dodatkowo przez sytuację materialną.
Hamburg żyje własnym rytmem. Jest głośny, brudny, pełen zapachów i ludzi. Autorka opisuje go bardzo obrazowo, momentami wręcz poetycko, dzięki czemu łatwo przenieść się do tej rzeczywistości.
Nie tylko historia kobiet
W powieści mocno wybrzmiewa temat emancypacji.
Kobiety nie mogą swobodnie decydować o swoim życiu. Dostęp do edukacji jest ograniczony. Nawet wykształcona kobieta może nie mieć możliwości wykonywania zawodu. Do tego dochodzą zależność od mężczyzn, społeczne konwenanse i oczekiwanie, że kobieta przede wszystkim będzie spełniać określoną rolę.
Na tym polega istota małżeństwa. Przecież nie może być odwrotnie, prawda? Wy po prostu nie rozumiecie reguł, które rządzą światem, dlatego nie potraficie zadbać o siebie.
Miriam Georg podejmuje jednak znacznie więcej tematów. Pojawia się problem ubóstwa i dostępu do medycyny, uzależnienia od opium, homoseksualizmu czy sposobu traktowania osób z niepełnosprawnościami.
Momentami miałam poczucie, że tych wątków jest trochę za dużo. Każdy z nich jest interesujący, ale ich nagromadzenie sprawia, że niektóre nie mogą wybrzmieć tak mocno, jak mogłyby w osobnej historii. Mam nadzieję, że ich rozwinięcie znajdziemy w kolejnych tomach – chociażby historię Emmy, wykształconej w Szwajcarii lekarki, której nikt nie traktuje poważnie i nie wyraża zgody na wykonywanie przez nią zawodu lekarza…
Dla kogo jest książka „Światła nad portem”?
Po tę książkę warto sięgnąć, jeśli lubicie powieści historyczne z wyraźnym tłem społecznym, szczególnie historie osadzone w XIX wieku. Spodoba się również osobom, które cenią wielowątkowe opowieści rodzinne, silne kobiece bohaterki, tajemnice i relacje między ludźmi pochodzącymi z zupełnie różnych środowisk.
Jeśli w powieściach historycznych szukacie przede wszystkim klimatu epoki, dobrze odtworzonego miasta i tematów społecznych, „Światła nad portem” powinny zwrócić Waszą uwagę.
Podsumowanie
„Światła nad portem” to powieść o kobiecie, która zaczyna patrzeć na swoje życie własnymi oczami. Ale również o mieście podzielonym przez pieniądze, pochodzenie i społeczne przywileje.
Najbardziej podobał mi się właśnie ten kontrast. Bogaty Hamburg i jego robotnicze dzielnice. Świat Lily i świat Jo. Bezpieczne życie i rzeczywistość, której nie da się już nie zauważać.
To książka szczegółowa, wielowątkowa i mocno osadzona w realiach epoki. Nie wszystkie poruszane tematy wybrzmiały dla mnie równie dobrze, ale całość zdecydowanie mnie zainteresowała.
A zakończenie pozostawia poczucie, że to dopiero początek historii.
Mam wrażenie, że polskie wydanie ponownie podzieliło dwa oryginalne tomy na cztery. Tym bardziej jestem ciekawa dalszych losów Lily, Jo i rodziny Karstenów.
Wydawnictwu Luna dziękuję za egzemplarz do recenzji.
Jeśli chcesz przeczytać inne moje recenzje, zajrzyj na tę stronę.
Lubię historie, które zostają w głowie na dłużej. Czytam dużo, ale wybieram uważnie - najczęściej thrillery, powieści historyczne, biografie i obyczajowe.
Swoimi wrażeniami dzielę się na blogu i w mediach społecznościowych, łącząc czytanie z fotografią.
