Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Albatros.

„Świadek numer 8” to historia, w której jedno spojrzenie może zmienić wszystko, a granica między obserwatorem a uczestnikiem wydarzeń zaczyna się niebezpiecznie zacierać. Steve Cavanagh po raz kolejny udowadnia, że w świecie prawa nic nie jest oczywiste, a prawda potrafi mieć więcej niż jedno oblicze.

Informacje

  • Tytuł: Świadek numer 8

  • Cykl: Eddie Flynn (8 tom)
  • Autor: Steve Cavanagh

  • Ocena: 5/5
  • Wydawnictwo: Albatros

Kim jest Steve Cavanagh?

Jest prawnikiem i pisarzem. Uznany przez krytyków, nagradzany autor serii sensacyjnych thrillerów prawniczych z Eddiem Flynnem. Jego trzecia powieść Kłamca została wyróżniona nagrodą Gold Dagger dla najlepszej powieści kryminalnej 2018 roku. Cavanagh jest połową duetu autorów nagrywających popularne, dostępne online podcasty „Two Crime Writers and a Microphone”, w których wraz pisarzem Lucą Veste’em omawiają najnowsze wydarzenia na światowym rynku wydawniczym (i nie tylko). Wkręceni to pierwsza powieść tego autora poza serią.

O czym jest książka „Świadek numer 8” 

„Świadek numer 8” to ósmy tom serii z Eddiem Flynnem, ale spokojnie można wejść w tę historię bez znajomości poprzednich części.

Tym razem wszystko zaczyna się mocno i właściwie już nie zwalnia. Harry leży nieprzytomny w szpitalu, a na Eddiego poluje wataha płatnych zabójców działających na zlecenie skorumpowanych policjantów. Wśród nich jest ktoś, kto szczególnie przyciąga uwagę – pan Christmas.

I to nie jest zagrożenie w tle, tylko bardzo konkretne ryzyko:

Jimmy powiedział właśnie, że wyznaczono nagrodę za moje życie. I że ten, kto mnie zabije, zgarnie pięćdziesiąt tysięcy dolarów. Pięćdziesiąt tysięcy dolarów to pięćdziesiąt tysięcy powodów, dla których każdy nowojorski ćpun, zwyrol czy płatny zabójca mógł odstrzelić mi głowę.

To napięcie czuć niemal fizycznie, bo zagrożenie nie jest abstrakcyjne. Ono jest blisko, namacalne, nieustannie obecne.

Zespół, który naprawdę ma znaczenie

Eddie nie działa tu sam. I bardzo dobrze, bo jego zespół ma w tej historii ogromną rolę.

Relacje między bohaterami są wyraźne, dynamiczne, momentami zaskakująco lekkie, ale jednocześnie podszyte czymś znacznie głębszym. Szczególnie widać to w relacji z Harrym:

Uwielbiał te emocje, ten elektryzujący dreszczyk, który towarzyszył mu, ilekroć pracował z Eddiem. I szczerze mówiąc, kochał tego narwańca. I w niego wierzył. Nic więcej się nie liczyło.

To właśnie te więzi sprawiają, że stawka tej historii rośnie. Tu nie chodzi tylko o sprawę. Tu chodzi o ludzi.

Wyraźnie wybrzmiewa też znaczenie przeszłości Eddiego. Jego dawne życie jako „Eddie Mucha” nie jest tylko tłem, ale realnym zasobem, z którego potrafi korzystać wtedy, gdy sytuacja zaczyna wymykać się spod kontroli. I to właśnie te powiązania często okazują się kluczowe.

Moje refleksje na temat książki „Wspólniczka”

To jedna z tych historii, które czyta się dla akcji, ale zapamiętuje dla emocji.

W tej części szczególnie mocno wybrzmiewa postać Kate. Bo ona nie oddziela pracy od emocji. Nie potrafi. I chyba nawet nie chce.

Jeśli naprawdę zależy mu na kliencie, nosi w sercu jego ból, dopóki go nie uśmierzy. Reprezentowanie niewinnej osoby oskarżonej o zabójstwo dodatkowo ten ból wzmaga.
Brzemię odpowiedzialności bywa nie do zniesienia. Lecz się pod nim nie ugięła. Bo jej zależało. Bo nie potrafiła inaczej.

To właśnie ten emocjonalny ciężar sprawia, że historia nabiera głębi. Bo za proceduralną walką w sądzie stoją ludzie, którzy naprawdę mają coś do stracenia.


Ruby – ktoś, kto widzi za dużo

W tej historii pojawia się też postać, wokół której od początku unosi się niepokój.

Ruby nie jest tylko biernym obserwatorem. To ktoś, kto widzi więcej, niż powinien. Kto zna szczegóły cudzych żyć z bliska, niemal niepokojąco bliska:

Znała tych ludzi. Spędzała u nich dużo czasu, przez nikogo nie obserwowana. Wiedziała, co trzymają w apteczkach i szufladach na bieliznę, znała hasła do ich skrzynek mailowych, historię wyszukiwania w internecie, terminy wszystkich spotkań, a w niektórych przypadkach nawet treść esemesów. Znała ich najskrytsze myśli.
Ich tajemnice.

I to właśnie ta wiedza zaczyna odgrywać w tej historii znacznie większą rolę, niż początkowo mogłoby się wydawać.

Cavanagh prowadzi tę postać gdzieś na granicy – między obserwatorem a kimś, kto zaczyna wpływać na bieg wydarzeń. I robi to w taki sposób, że przez długi czas nie jesteśmy pewni, gdzie ta granica właściwie przebiega.

Pan Christmas – ktoś, kogo nie powinno się lubić

W tle tej historii pojawia się też postać, która przyciąga uwagę w sposób zupełnie niepokojący.

Pan Christmas to płatny zabójca. Inteligentny, opanowany, intrygująco oczytany. Miłośnik kina i filmów z Marlon Brando, który potrafi mówić o nich z pasją, jakiej trudno się spodziewać po kimś takim.

I właśnie w tym tkwi cały problem.

Bo to bohater, którego w zasadzie nie powinno się lubić. A jednak coś w nim sprawia, że trudno go zignorować. Jest w nim chłód, ale też pewna uważność. Brutalność, ale podszyta inteligencją.

Cavanagh buduje tę postać bardzo oszczędnie, ale skutecznie. Każde jego pojawienie się zostawia ślad i delikatne napięcie, które zostaje z czytelnikiem na dłużej.

I mam wrażenie, że to jeszcze nie jest jego ostatnie słowo.

Mocne strony książki „Świadek numer 8”

Największą siłą tej powieści jest tempo. To historia, która właściwie od pierwszych stron nie pozwala się zatrzymać.

Cavanagh prowadzi kilka wątków jednocześnie, a mimo to wszystko układa się w spójną, dobrze przemyślaną całość. Do tego dochodzą dynamiczne relacje w zespole Eddiego i wyraźne poczucie, że każdy z bohaterów ma tu swoją rolę do odegrania.

Ogromnym atutem pozostaje też sama sala sądowa. To tutaj napięcie działa najmocniej. Przesłuchania, nagłe zwroty, sprytne manewry – wszystko to sprawia, że czytelnik czuje się częścią tej historii, jakby sam siedział w ławie przysięgłych i obserwował każdy ruch Eddiego.

Nie można też pominąć galerii postaci. Od lojalnego Harry’ego, przez zaangażowaną Kate, aż po niepokojącą Ruby i intrygującego pana Christmasa – każda z tych postaci wnosi do historii coś innego i sprawia, że trudno oderwać się od lektury.

Podsumowanie

To nie jest najbardziej złożona część serii i nie wszystkie zwroty akcji zaskakują tak samo mocno jak wcześniej. Ale tempo, napięcie i sposób prowadzenia historii sprawiają, że trudno się od niej oderwać.

To jedna z tych książek, które czyta się za szybko, trochę wbrew sobie. Bo chce się wiedzieć więcej. Już. Teraz.

500 stron w jeden weekend mówi samo za siebie.

Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji. Jeśli chcesz przeczytać o cyklu z Eddiem Flynnem,  zajrzyj na tę stronę.

Jeśli interesują Cię inne moje recenzje, zajrzyj do mojego bloga

Autorka: Joanna Tkacz
Autorka: Joanna TkaczWyborna Czytelniczka

Lubię historie, które zostają w głowie na dłużej. Czytam dużo, ale wybieram uważnie - najczęściej thrillery, powieści historyczne, biografie i obyczajowe.
Swoimi wrażeniami dzielę się na blogu i w mediach społecznościowych, łącząc czytanie z fotografią.

Autorka: Joanna Tkacz
Autorka: Joanna TkaczWyborna Czytelniczka

Lubię historie, które zostają w głowie na dłużej. Czytam dużo, ale wybieram uważnie - najczęściej thrillery, powieści historyczne, biografie i obyczajowe.
Swoimi wrażeniami dzielę się na blogu i w mediach społecznościowych, łącząc czytanie z fotografią.

Jeśli podobają Ci się moje recenzje, możesz wesprzeć moją pracę
i postawić mi

Powiązane wpisy