Na moim czytniku i w słuchawkach gościły w tym miesiącu bardzo różne historie. Były mroczne kryminały pełne tajemnic, powrót do bohaterki, z którą przed laty śmiały się tysiące czytelniczek, a także książki, które wywołały zachwyt, zaskoczenie i… lekki niedosyt.

„Uwikłana”, Katarzyna Wolwowicz

Uwikłana, Wolwowicz

Czy zdarzyło Wam się kiedyś czekać na kolejną książkę ulubionej autorki, a potem po lekturze mieć poczucie, że czegoś zabrakło?

Właśnie takie uczucie towarzyszyło mi podczas czytania i słuchania „Uwikłanej” Katarzyny Wolwowicz. Tymon i Joanna wybierają się na wymarzony rejs, który zamiast spokojnego urlopu szybko zamienia się w śledztwo. W sąsiedniej kajucie dochodzi do rodzinnego dramatu, pojawiają się tajemnice z przeszłości, wpływowa turecka rodzina, nagła choroba i podejrzenie otrucia. Brzmi jak przepis na naprawdę dobry kryminał.

Rzeczywiście przez książkę płynie się bardzo lekko. Duża w tym zasługa Filipa Kosiora, którego interpretacji jak zwykle słucha się z przyjemnością. Sama zagadka również miała potencjał, jednak dość szybko zaczęłam domyślać się, w jakim kierunku zmierza cała historia. Zabrakło mi zwrotów akcji i napięcia, do których autorka zdążyła mnie przyzwyczaić w poprzednich tomach.

Największy problem miałam jednak z wiarygodnością niektórych wydarzeń. Momentami miałam wrażenie, że kryminał skręca w stronę tureckiej telenoweli, a niektóre rozwiązania wydawały się mocno naciągane. Warto też dodać, że Stambuł nie jest stolicą Turcji.

To nie jest zła książka. Czyta się ją szybko i bez wysiłku, ale w moim odczuciu jest to jeden z najsłabszych tomów serii o Tymonie Hanterze. Mimo wszystko z ciekawością czekam na kolejną część i mam nadzieję, że wrócą w niej wątki, które wciąż pozostają niewyjaśnione.

„Właśnie że tak! Nigdy w życiu! 20 lat później”, Katarzyna Grochola

Właśnie że tak, Grochola

Jeśli książkę można ocenić liczbą niekontrolowanych chichotów, to „Właśnie, że tak! Nigdy w życiu! 20 lat później” Katarzyny Grocholi wypada u mnie znakomicie.

Czekałam na tę książkę w interpretacji Danuty Stenki i ani przez chwilę się nie zawiodłam. Słuchając miałam wrażenie, że oglądam kolejny film o Judycie. W mojej głowie byli wszyscy. Judyta, Adam, Tosia, Ula, mama Judyty i oczywiście Eksio.

A jeśli nie kojarzycie Judyty, to jest spora szansa, że Wasze mamy doskonale ją pamiętają. 😊 Koniecznie spytajcie o scenę przy furtce. 😊

Bohaterowie, których przed laty pokochały tysiące czytelniczek, wracają starsi i bogatsi o nowe doświadczenia, ale nie stracili nic ze swojego uroku. Zwłaszcza Judyta, która wciąż potrafi z jednego zdania zbudować w głowie historię znacznie bardziej skomplikowaną niż rzeczywistość.

Świat wokół niej bardzo się zmienił. Nie ma już redakcji kobiecych pism ani listów od czytelniczek. Są za to aplikacje randkowe, media społecznościowe i zupełnie inne problemy. Judyta natomiast pozostaje sobą, a efektem są sytuacje, które niejednokrotnie przypominają komedię pomyłek.

To właśnie ten humor uwiódł mnie ponownie. Ciepły, inteligentny i wyrastający z codzienności. Ale obok śmiechu jest tu także miejsce na wzruszenie i refleksję. Na relacje z dorosłymi dziećmi, starzejących się rodziców, małe radości i zwykłe troski.

Nie znajdziecie tu spektakularnych zwrotów akcji. Jest za to życie. Gotowanie, praca, rozmowy, rodzinne zamieszanie, miłość i przyjaźń. Jest też remont i powielaniu losu matki… I właśnie dlatego ta historia tak dobrze działa.

Skończyłam słuchać „Właśnie, że tak” z poczuciem, że spędziłam naprawdę wspaniały czas. Bo wiecie, ja też, podobnie jak Judyta, lubię „robić nic”. Chociaż najczęściej, żeby robić nic, muszę najpierw zrobić wszystko.

To literatura obyczajowa w najlepszym wydaniu. Ciepła, zabawna, pełna życiowych obserwacji i bohaterów, których po prostu dobrze było znowu spotkać.

Po ciepłej i pełnej humoru historii Judyty przyszła pora na powrót do kryminałów. Każdy z nich okazał się zupełnie inny, ale wszystkie pokazały, jak wiele twarzy może mieć ten gatunek.

„Czarne morze”, Michał Śmielak

Czarne morze, Smielak

Czy zdarzyło Wam się zmienić zdanie o książce po pierwszych kilkudziesięciu stronach?

Nie mogłam się początkowo wgryźć w „Czarne morze”. Przez chwilę miałam nawet wrażenie, że ominęłam jakiś wcześniejszy tom, bo przeszłość Pawła Hardego długo pozostawała dla mnie zagadką. Z każdą kolejną stroną autor dokładał jednak następny element układanki, tworząc opowieść o czarnym morzu wspomnień, traum i tajemnic, które nieustannie wracają, by upomnieć się o swoje.

Paweł Hardy to bohater daleki od ideału. Nosi w sobie bagaż trudnych doświadczeń, walczy z demonami przeszłości i coraz głębiej wpada w sidła alkoholu. Kiedy pozwala uciec Janowi Kańczudze, seryjnemu mordercy znanemu jako Bestia z Zagłębia, jego życie zaczyna się rozsypywać. A gdy w Sosnowcu ponownie pojawia się zło przypominające działania Bestii, Hardy zostaje zmuszony do konfrontacji nie tylko ze sprawcą, ale również z własną przeszłością.

Największą siłą tej powieści są bohaterowie. Śmielak stworzył galerię postaci, które wydają się prawdziwe, pełne wad, emocji i własnych motywacji. Szczególnie przypadła mi do gustu relacja Hardego i Potomnej, która wnosi do historii sporo charakteru i świetnie równoważy mrok całej opowieści.

Do tego dochodzi inteligentny przeciwnik, dynamiczna akcja i śledztwo, które nie pozwala się nudzić. Autor regularnie zmienia kierunek wydarzeń, podrzuca nowe tropy i skutecznie utrzymuje napięcie. Podczas lektury towarzyszyły mi złość, współczucie, frustracja, satysfakcja i nieustanna ciekawość tego, co wydarzy się dalej.

Uwielbiam styl autora. Śmielak pisze lekko i z charakterystycznym humorem, nawet wtedy, gdy opowiada o rzeczach mrocznych i niepokojących. Jego książki czytam nie tylko dla fabuły, ale także dla samej przyjemności obcowania z tym sposobem narracji.

A jeśli wybierzecie audiobooka, to interpretacja Filipa Kosiora jest prawdziwą wisienką na torcie.

Bardzo Wam polecam i mam nadzieję, że to nie koniec historii Pawła Hardego.

„Puste jest piekło”, Elly Griffiths

Puste jest piekło

Po „Puste jest piekło” sięgnęłam trochę przez przypadek. Zgłosiłam się do recenzji trzeciego tomu serii i uznałam, że wypada najpierw poznać wcześniejsze śledztwa Harbinder Kaur. Nie spodziewałam się jednak, że trafię do świata pełnego literackich tropów i bardzo brytyjskiego klimatu.

Jest tu mgła, gotycka szkoła z tajemniczą historią, stare biuro pisarza pozostawione niemal w niezmienionym stanie i mnóstwo literackich nawiązań. To jedna z tych powieści, w których atmosfera odgrywa równie ważną rolę jak sama zagadka kryminalna.

Bardzo podobał mi się pomysł połączenia śledztwa z twórczością fikcyjnego autora grozy R.M. Hollanda. Fragmenty opowiadania „Nieznajomy” przewijają się przez całą książkę, a kolejne morderstwa zdają się z nim niepokojąco korespondować. Do tego dochodzą wpisy z dziennika Clare Cassidy i narracja prowadzona z kilku perspektyw, dzięki czemu historia stopniowo odsłania kolejne elementy układanki.

Nie ukrywam, że miałam mieszane uczucia wobec inspektor Harbinder Kaur. Chwilami miałam wrażenie, że zbyt szybko przywiązała się do jednej wersji wydarzeń i niechętnie dopuszczała inne możliwości przez co niektóre jej działania budziły bardziej mój sprzeciw niż sympatię. Nie przeszkodziło mi to jednak śledzić sprawy z zainteresowaniem, bo autorka umiejętnie podsyca niepewność i długo nie pozwala odgadnąć, komu można zaufać. Jestem ciekawa, czy pani inspektor zmieniła się w kolejnych tomach.

Jeśli lubicie kryminały zanurzone w literaturze, pełne tajemnic, sekretów i angielskiego klimatu, „Puste jest piekło” może być bardzo ciekawą lekturą. To książka dla tych, którzy lubią niespiesznie zanurzyć się w historii i chłonąć jej klimat, zamiast odliczać strony do wielkiego finału.

Podsumowanie

Czerwiec przypomniał mi, że nie zawsze najlepsze książki to te, które zachwycają od pierwszej strony. Czasem historia potrzebuje chwili, żeby mnie do siebie przekonać. Innym razem wystarczy kilka minut, bym śmiała się do słuchawek razem z bohaterką. Zdarza się też, że po lekturze zostaje lekki niedosyt, bo oczekiwania były po prostu bardzo wysokie.

W tym miesiącu największe wrażenie zrobiło na mnie „Czarne morze” Michała Śmielaka. To właśnie ta historia najsilniej wciągnęła mnie w świat bohaterów i nie pozwalała przestać słuchać. Zupełnie innych emocji dostarczyła mi „Właśnie, że tak! Nigdy w życiu! 20 lat później” Katarzyny Grocholi – ciepła, pełna humoru i życiowych obserwacji opowieść, która przypomniała mi, dlaczego Judyta od lat ma tak wierne grono czytelniczek.

I chyba właśnie za to lubię cykl „Czytnik, kawa i emocje”. Nie chodzi w nim o znalezienie samych pięciogwiazdkowych książek. Lubię patrzeć, jak każda kolejna historia wywołuje inne emocje, zostawia inne przemyślenia i sprawia, że po zamknięciu czytnika albo zdjęciu słuchawek jeszcze przez chwilę zostaję z jej bohaterami.

Joanna Tkacz

Autorka: Joanna Tkacz

Lubię historie, które zostają w głowie na dłużej.
Czytam dużo, ale wybieram uważnie – najczęściej thrillery, powieści historyczne, biografie i obyczajowe.
Swoimi wrażeniami dzielę się na blogu i w mediach społecznościowych, łącząc czytanie z fotografią.

Podobało Ci się?

Jeśli chcesz przeczytać inne moje recenzje książek, zajrzyj do mojego bloga.  

Powiązane wpisy