„Gniazdo”, Roisin O’Donnell

Gniazdo

To jedna z tych książek, które pokazują, że odejście z przemocowego związku nie kończy historii, tylko dopiero ją zaczyna. Ciara ucieka z domu z dwiema córkami i próbuje zbudować dla nich bezpieczne miejsce, choć sama jest przerażona i kompletnie zagubiona.

Najbardziej poruszyło mnie to ciągłe balansowanie między strachem a nadzieją. Maleńki pokój w hotelu, brak pieniędzy, samotność, ale też cisza, w której po raz pierwszy od dawna nie ma upokorzeń. To bardzo ważna i mocna historia o kobiecej sile, która nie wygląda spektakularnie, ale rodzi się codziennie w małych decyzjach.

Pełna recenzja jest tutaj.

„Syn wiatru. Bękart”, Anna Stryjewska

Syn wiatru Bękart

Złotno, biedne obrzeża Łodzi w latach 80.
Cerowane ubrania, puste półki w sklepach i jedna para butów dla babci i wnuka. W takim świecie dorasta Szymek.

Chłopiec bardzo wcześnie zostaje na świecie sam. Matka, porzucona przez kochanka, odbiera sobie życie. Szymkiem opiekuje się surowa babcia i ukochany wujek Wacek. Dzieci z podwórka nazywają go jąkałą i bękartem.
Anna Stryjewska stworzyła bohatera, którego po prostu nie da się nie polubić. Szymka chce się przytulić i ochronić przed całym światem. Jego dzieciństwo naznaczone jest stratą, ale gdzieś pod tą warstwą smutku wciąż tli się nadzieja. Bo Szymek głęboko wierzy, że gdzieś poza Aleksandrowską, poza świetlicą i cieniem Rudego czeka na niego coś nowego. Nowy początek.

Autorka pisze bardzo obrazowo i z dużą wrażliwością na szczegóły. Czuje się surowość przedmieść Łodzi, biedę tamtych lat i codzienność domu dziecka. Przez tę historię właściwie się płynie, choć niektóre sceny zostają w głowie na długo.

To książka dla tych, którzy lubią historie o trudnym dzieciństwie, ale też o nadziei, która potrafi przetrwać naprawdę wiele.

„Syn wiatru. Bękart” to pierwszy tom cyklu i już wiem, że będę wypatrywać kontynuacji. To opowieść o chłopcu, który mimo wszystkich trudności nadal wierzy w nowy początek.
Może właśnie dlatego tak trudno rozstać się z Szymkiem po ostatniej stronie.

„Dom ze szkła”, Sarah Pekkanen

Dom ze szkła

To thriller psychologiczny, który bardziej buduje napięcie niepewnością niż samą grozą. Mała dziewczynka, dziwny dom pozbawiony szklanych przedmiotów i rodzina ukrywająca coraz więcej sekretów — od początku czułam, że coś jest tutaj bardzo niepokojącego.

Najciekawszy był dla mnie wątek traumy z dzieciństwa i próby ochrony dziecka za wszelką cenę, nawet jeśli oznacza to życie w świecie pełnym kłamstw. Po skończeniu książki długo zostały mi w głowie obrazy szafy i milczenia.

Pełna recenzja jest na tej stronie.

„Na krawędzi”, Ruth Mancini

Na krawędzi

„Na krawędzi” przyciąga przede wszystkim misternie zaplanowaną intrygą, w której każdy kolejny szczegół zmienia sposób patrzenia na całą opowieść.

To thriller niemal pozbawiony brutalnej przemocy. Zamiast tego autorka buduje napięcie kolejnymi zwrotami akcji i szybkim tempem narracji. Rozdziały są krótkie i często kończą się w takim momencie, że trudno nie sięgnąć od razu po następny.

Historia prowadzona jest na kilku płaszczyznach czasowych, co pozwala stopniowo ujawniać kolejne elementy wydarzeń, aż w końcu zaczyna wyłaniać się pełny obraz tego, co naprawdę się wydarzyło. Większość wydarzeń poznajemy z perspektywy Tate, ale od czasu do czasu pojawia się także wątek związany z rodziną jej szefa. Nie chcę zdradzać szczegółów, bo właśnie odkrywanie tych powiązań jest jedną z największych przyjemności płynących z lektury.

Nawet kiedy zaczęłam przeczuwać kierunek wydarzeń, ciekawość wcale nie malała – wręcz przeciwnie, chciałam zobaczyć, jak dokładnie autorka doprowadzi swoją intrygę do finału.

Ruth Mancini pozytywnie mnie zaskoczyła, bo nie spodziewałam się aż tak sprytnie skonstruowanego thrillera. Choć momentami pojawiają się drobne dłużyzny, zwłaszcza w końcowej części książki, całość okazała się bardzo wciągającą lekturą. To także historia o tym, jak przeszłość potrafi wrócić po latach i jak daleko ktoś jest w stanie się posunąć, by wreszcie doprowadzić swoją historię do końca.

„Lokatorka”, Freida McFadden

Lokatorka

„Lokatorka” Freidy McFadden to thriller, przy którym nieraz kręciłam głową z niedowierzaniem. Autorka po raz kolejny sięga po swój sprawdzony przepis. Najpierw mnoży tajemnice. Potem powoli podkręca napięcie. A na końcu odsłania karty.

W życiu Blake’a Portera nagle zaczyna się dziać naprawdę dużo. Momentami aż za dużo. Kolejne dziwne sytuacje. Nieznośny sąsiad. I nowa lokatorka, która od początku wydaje się skrywać więcej, niż pokazuje. Atmosfera starej kamienicy robi się coraz bardziej klaustrofobiczna.

A jednak… czytałam dalej, bo bardzo chciałam wiedzieć, kto naprawdę pociąga za sznurki.

Blake to typowy bohater thrillera. Człowiek, który długo nie rozumie, co właściwie dzieje się wokół niego. Dopiero z czasem zaczyna dostrzegać elementy układanki.

Ciekawie wypada też jego narzeczona, Krista. Na początku ciepła, troskliwa i wspierająca. Taka, która przytuli i upiecze ciasteczka. Tylko że z czasem pojawia się pytanie, czy naprawdę jest tym, za kogo chce uchodzić.

Nie wszystkie pomysły w tej książce mnie przekonały. Czy dwa rozdziały o złotej rybce były naprawdę potrzebne? Albo motyw limonenu powracający tak często, że pod koniec miałam wrażenie, że sama zaczynam mieć na niego alergię? Do tego Blake zaskakująco często pojawiający się w samych bokserkach. I te sceny, które mają po prostu obrzydzić czytelnika. Trudno uwierzyć, że to przypadek.

Podsumowując: „Lokatorka” jest dokładnie taka, jakiej można się spodziewać po Freidzie McFadden. Momentami schematyczna, czasem trochę przekombinowana, ale jednocześnie bardzo wciągająca.

Podsumowanie

Marzec okazał się miesiącem historii trudniejszych, pełnych emocjonalnych pęknięć i bohaterów próbujących odnaleźć siebie pośród chaosu. Coraz bardziej doceniam książki, które oprócz samej fabuły zostawiają też miejsce na refleksję i emocje.

Joanna Tkacz

Autorka: Joanna Tkacz

Lubię historie, które zostają w głowie na dłużej.
Czytam dużo, ale wybieram uważnie – najczęściej thrillery, powieści historyczne, biografie i obyczajowe.
Swoimi wrażeniami dzielę się na blogu i w mediach społecznościowych, łącząc czytanie z fotografią.

Podobało Ci się?

Jeśli chcesz przeczytać inne moje recenzje książek, zajrzyj do mojego bloga.  

Powiązane wpisy