Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Harper Collins Polska
„Dni, gdy kochałem cię najbardziej” Amy Neff to nie jest historia wielkiej miłości, jakiej można by się spodziewać. To opowieść o relacji z pęknięciami, o lęku przed samotnością i o decyzjach, które trudno jednoznacznie ocenić.
Informacje
Tytuł: Dni, gdy kochałem cię najbardziej
- Autor: Amy Neff
- Ocena: 3/5
- Wydawnictwo: Harper Collins
Kim jest Amy Neff?
Amy Neff to amerykańska pisarka, która w swojej twórczości skupia się na relacjach międzyludzkich, emocjach i złożoności rodzinnych więzi. W swoich książkach chętnie sięga po temat miłości w długim trwaniu, pokazując ją bez upiększeń, z jej cieniami i momentami zwątpienia.
„Dni, gdy kochałem cię najbardziej” to jej powieść, w której szczególnie wyraźnie wybrzmiewa zainteresowanie tym, co dzieje się między ludźmi na przestrzeni lat — jak zmieniają się uczucia, jak rodzą się rozczarowania i co sprawia, że mimo wszystko zostajemy przy sobie.
O czym jest książka „Dni, gdy kochałem cię najbardziej”?
Evelyn i Joseph są małżeństwem od ponad sześćdziesięciu lat. Ona zmaga się z szybko postępującą chorobą Parkinsona, on – choć wciąż sprawny – nie wyobraża sobie życia bez niej. Wspólnie podejmują decyzję, która dla ich bliskich jest nie do przyjęcia. Za rok odejdą razem. Na własnych zasadach.
Nasza decyzja kładzie się na wszystkim długim cieniem, jest niczym sieć rybacka chwytająca chwile przepełnione melancholią.
Ta wiadomość spada na ich dorosłe dzieci jak grom z jasnego nieba. W ciągu kolejnych miesięcy cała rodzina próbuje odnaleźć się w tej nowej rzeczywistości. Pojawia się bunt, złość, niedowierzanie, ale też stopniowe próby zrozumienia.
Chcę wiedzieć, co takiego dzieje się z człowiekiem w podeszłym wieku, co nagle zaszczepiło w moich rodzicach taki talent do dramatyzowania, bo przyznam, że te pompatyczne oficjalne deklaracje są dla mnie zbyt trudne do zniesienia.
Równolegle poznajemy historię Evelyn i Josepha od samego początku. Od młodości naznaczonej wojennym czasem, przez kolejne dekady wspólnego życia. Dwie linie czasowe pozwalają zobaczyć ich relację w pełniejszym świetle. Z bliska. Bez uproszczeń.
To nie jest opowieść o miłości, która zawsze była łatwa.
„Dni, gdy kochałem cię najbardziej” – miłość, która ma swoje pęknięcia
Dzięki retrospekcjom lepiej rozumiemy, skąd wzięła się decyzja bohaterów. Widzimy ich razem w chwilach czułości, ale też w momentach trudnych. Pełnych pretensji, rozczarowań i niespełnionych obietnic.
I właśnie to jest w tej książce najciekawsze: nie dostajemy historii idealnej miłości.
Gdy świat walił się w gruzy, lecz ty byłaś wszystkim, czego potrzebowałem. W te dni kochałem cię najbardziej.
Relacja Evelyn i Josepha jest nierówna. Joseph kocha bezwarunkowo, niemal bez reszty. Evelyn wydaje się bardziej zagubiona, momentami egoistyczna, pełna wewnętrznych pęknięć. Rozumiem jej historię i to, co ją ukształtowało, ale trudno było mi ją polubić.
Przez to nie potrafiłam w pełni kibicować tej relacji. I być może właśnie dlatego ta książka nie poruszyła mnie tak, jak się spodziewałam.
Najbardziej wyraziste w tej historii? Dzieci
Choć to historia Evelyn i Josepha, sporo miejsca zajmują też ich dorosłe dzieci. I to właśnie one budzą najbardziej skrajne emocje.
Jane, która na lata odcina się od rodziców z powodu czegoś, co okazuje się nie do końca prawdą. Thomas, który nie potrafi pogodzić się z ich decyzją i wybiera milczenie. Violet, zagubiona we własnym małżeństwie, niepewna, czy zostać, czy odejść.
Nie są łatwi do polubienia. Często irytują. Podejmują decyzje, które trudno zrozumieć.
A jednak jest w nich coś bardzo prawdziwego. Bo ich reakcje nie są uporządkowane ani „ładne”. Są pełne emocji, sprzeczności i błędów. I właśnie dlatego wypadają bardziej wiarygodnie niż sama, dość chłodno zaplanowana decyzja rodziców.
Ale oni zawsze tacy byli, nierozerwalnie spleceni, współzależni, i przez to jakaś część mnie wcale nie jest zaskoczona, że zamierzają zgotować sobie taki koniec.
Refleksje po lekturze „Dni, gdy kochałem cię najbardziej”
Ten ostatni rok nie jest tylko czasem pożegnania. To rok domykania spraw i spełniania marzeń. Evelyn ma jeszcze jedno. Zagrać koncert z bostońską orkiestrą. I kiedy to się udaje, coś jakby się w niej zamyka. Jakby wszystko, co było do przeżycia, zostało już przeżyte.
To książka, która zostawia raczej z refleksją niż ze wzruszeniem.
Z pytaniami, na które nie ma jednej dobrej odpowiedzi.
Czy to naprawdę historia wielkiej miłości?
A może raczej opowieść o lęku przed samotnością i o wyborach podejmowanych na granicy zmęczenia życiem?
Zastanawiam się, dlaczego w ogóle dokonaliśmy takiego wyboru… wyboru, który wciąż możemy cofnąć.
Dla kogo jest ta książka?
To powieść dla czytelników, którzy nie szukają idealnych historii o miłości. Dla tych, którzy lubią opowieści o relacjach z rysą, o rodzinie, o trudnych decyzjach i emocjach, które nie mieszczą się w prostych schematach.
Jeśli jednak sięgacie po nią z myślą o wielkiej, poruszającej historii miłosnej, możecie poczuć niedosyt.
Podsumowanie
„Dni, gdy kochałem cię najbardziej” to książka ważna w swoim temacie, ale nierówna w odbiorze. Ma w sobie piękne fragmenty i trafne obserwacje, ale też momenty, które budzą wątpliwości.
To nie jest historia, która zachwyca.
To historia, która zostawia ślad. Cichy. Niewygodny. Skłaniający do myślenia.
I przypominający, że nawet wtedy, gdy wszystko wydaje się już przesądzone, życie potrafi nas jeszcze zaskoczyć.
Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji.
Jeśli chcesz przeczytać inne moje recenzje, zajrzyj na bloga.
Lubię historie, które zostają w głowie na dłużej. Czytam dużo, ale wybieram uważnie — najczęściej thrillery, powieści historyczne, biografie i obyczajowe.
Swoimi wrażeniami dzielę się na blogu i w mediach społecznościowych, łącząc czytanie z fotografią.
