W marcu na czytniku królowały przede wszystkim kryminały i thrillery psychologiczne. To były książki idealne na późne wieczory — trochę mroczne, pełne tajemnic i takich historii, przy których bardzo łatwo powiedzieć sobie „jeszcze jeden rozdział”.
„Pomroki”, Mariusz Kanios

Są sprawy, które najłatwiej zamknąć, zanim padną niewygodne pytania.
Prokurator Michał Stróż trafia na historię śmierci starszej kobiety uznanej za nieszczęśliwy wypadek. Szybko pojawiają się wątpliwości, ślady znikają, a osoby mogące pomóc w wyjaśnieniu sprawy zaczynają znikać. Stróż, wbrew naciskom, nie odpuszcza i konsekwentnie próbuje dotrzeć do prawdy.
To moje kolejne spotkanie z twórczością autora i znów miałam poczucie czytelniczego bezpieczeństwa. Michał Stróż od pierwszych stron wzbudza sympatię. Z zewnątrz trochę niepozorny, w środku niezwykle konsekwentny i odporny na naciski. To bohater, który nie potrzebuje efektowności, by przekonać do siebie uporem i moralnym kręgosłupem.
Doceniam, że historia nie ucieka od tematów trudnych. Autor odważnie zagląda w miejsca, o których często woli się milczeć, pokazując mechanizmy tuszowania i bezradność jednostki wobec systemu. Dzięki temu „Pomroki” są czymś więcej niż tylko kryminalną zagadką. To opowieść o odpowiedzialności, sumieniu i cenie, jaką czasem trzeba zapłacić za prawdę.
Śledztwo wciąga, napięcie rośnie naturalnie, a zwroty akcji skutecznie podtrzymują ciekawość aż do finału. To bardzo udane otwarcie serii, które zostawia apetyt na więcej i sprawia, że z przyjemnością sięgnę po kolejny tom.
„Nieboskłon”, Mariusz Kanios

Na krakowskiej Nowej Hucie dochodzi do wstrząsającego odkrycia. Z wysokości spada ciało nagiej kobiety, a kolejne ustalenia szybko pokazują, że nie był to wypadek. Śledztwo odsłania ślady przemocy i prowadzi w coraz mroczniejsze rejony ludzkich motywacji, zmuszając prokuratora Michała Stróża do konfrontacji z historią pełną cierpienia i gniewu.
„Nieboskłon” okazał się dla mnie zupełnie innym spotkaniem z bohaterem niż „Pomroki”. Stróż wyraźnie usuwa się tu w cień. Jest obecny, konsekwentny i robi swoje, ale brakuje mu tej wyrazistości, która wcześniej tak mocno przyciągała moją uwagę.
Samo śledztwo toczy się spokojniej, momentami aż za spokojnie. Czułam niedosyt napięcia i tej energii, która sprawia, że trudno odłożyć książkę. Najciekawszym elementem okazał się moralny dylemat stojący za zbrodnią. Historia zmusza do zatrzymania się i zadania sobie kilku niewygodnych pytań, choć dla mnie ta niejednoznaczność nie była wystarczająca, by spojrzeć na czyny sprawcy z większym zrozumieniem.
Nie była to jednak lektura nużąca. Duża w tym zasługa interpretacji Filipa Kosiora, który nadaje historii emocjonalną głębię i odpowiednie tempo. Mimo wszystko to pierwszy tom serii pozostawił we mnie silniejsze wrażenie.
„Miejsce w sercu”, Natalia Bieniek

„Miejsce w sercu” Natalii Bieniek to opowieść o żałobie, która nie kończy się wraz z pogrzebem. O miłości, którą idealizujemy po stracie. I o prawdzie, która potrafi zaboleć bardziej niż sama śmierć.
Monika od dwóch lat żyje obok wspomnień. Obok nieruszonych rzeczy męża. Obok ciszy, w której łatwiej trwać niż cokolwiek zmieniać. I nagle okazuje się, że Adam miał tajemnice. Kobietę. Dziecko. Drugie życie, o którym ona nie miała pojęcia. Peonie zostawiane na grobie stają się początkiem prywatnego śledztwa, ale tak naprawdę są początkiem konfrontacji z czymś znacznie trudniejszym niż zazdrość. Ze zdradą, której nie można już wykrzyczeć w twarz.
Najmocniej poruszył mnie właśnie ten wątek. Bo czy można wybaczyć komuś, kto już nie żyje? Czy warto rozdrapywać przeszłość, skoro nie ma już kogo zapytać o prawdę? A może bez tej prawdy nie da się naprawdę zamknąć żałoby? Monika drąży. Spotyka kochankę. Patrzy w oczy dziecku swojego męża. Mówi prawdę jego matce. I w tym wszystkim szuka nie tyle winnego, ile spokoju dla siebie.
W tle są inne kobiety. Teresa, teściowa pełna żalu i pretensji, momentami męcząca i trudna. Ada, skupiona na własnym ślubie i swoim szczęściu. Marysia, zagubiona nastolatka po stracie mamy, krucha i zbuntowana jednocześnie. Cztery różne kobiety, cztery sposoby radzenia sobie z samotnością i potrzebą bycia zauważoną. Nie każda relacja jest tu ciepła. Nie każda daje ukojenie. I to akurat wybrzmiało dla mnie wiarygodnie.
To obyczajówka czytana szybko, momentami przewidywalna, bez wielkich fabularnych zaskoczeń. Nie zostawiła mnie z fajerwerkami emocji, ale zostawiła z jednym spokojnym pytaniem. Czy prawda jest nam potrzebna do zamknięcia żałoby, nawet jeśli może zburzyć wspomnienie miłości?
Ciepło gorzka historia o stracie, zdradzie i o tym, że czas sam w sobie nie leczy ran. Czasem trzeba jeszcze odwagi, by zajrzeć pod powierzchnię i pozwolić sobie w końcu odciąć przeszłość
Podsumowanie
Kiedy patrzę na marcowe lektury z czytnika, widzę przede wszystkim historie o tajemnicach i ludziach próbujących zmierzyć się z prawdą. I chyba właśnie dlatego tak dobrze pasowały do tych spokojnych, wiosennych wieczorów.

Autorka: Joanna Tkacz
Lubię historie, które zostają w głowie na dłużej.
Czytam dużo, ale wybieram uważnie – najczęściej thrillery, powieści historyczne, biografie i obyczajowe.
Swoimi wrażeniami dzielę się na blogu i w mediach społecznościowych, łącząc czytanie z fotografią.
Podobało Ci się?
Jeśli chcesz przeczytać inne moje recenzje książek, zajrzyj do mojego bloga.
