Sierpień na moim czytniku zdecydowanie należał do thrillerów. Trzy książki, trzy historie o tajemnicach, zagrożeniu i ludziach, którym trudno zaufać. I trzy zupełnie różne doświadczenia czytelnicze.
Była historia, która wciągnęła mnie mimo spokojnego tempa. Była też taka, przy której irytacja główną bohaterką rosła z każdą kolejną stroną. A na koniec trafiłam na książkę, po której miałam ochotę zapytać autora: naprawdę? To właśnie tak miało się skończyć?
Sierpień na czytniku nie przyniósł mi więc zbyt dużo zachwytów. Było trochę napięcia, sporo frustracji i jedno bardzo konkretne rozczarowanie. Ale przecież i takie miesiące są częścią czytelniczej przygody.
„Szpital”, Leslie Wolfe

„Szpital” to thriller psychologiczny, który od początku buduje poczucie niepokoju. Emma budzi się po wypadku. Nie może się poruszać, nic nie widzi i nie pamięta, co się wydarzyło. Wie tylko, że ktoś próbował ją zabić. Najgorsze jest jednak to, że napastnik wciąż może być blisko.
Autorka ciekawie wykorzystuje szpitalne otoczenie i całkowitą bezradność bohaterki. Emma jest zdana na innych, a jednocześnie nie może mieć pewności, komu naprawdę ufać. Dodatkowo czytelnik poznaje myśli jej stalkera, co jeszcze mocniej potęguje poczucie zagrożenia.
Tempo nie było szczególnie szybkie, ale mimo to historia mnie wciągnęła. Udało mi się odgadnąć, kim był prześladowca, jednak zakończenie okazało się dla mnie zaskakujące.
To całkiem niezły thriller z ciekawym medycznym tłem i dobrze oddanym poczuciem izolacji. Nie była to może lektura, która mocno mnie zaskoczyła, ale zapewniła kilka przyjemnych, angażujących wieczorów.
„Nowi sąsiedzi”, Claire Douglas

No jak mnie wkurzała Lena, to głowa mała. Irytująca, wścibska osóbka, która mając klucze do domu sąsiadów, postanawia zajrzeć tam, gdzie zdecydowanie nie powinna.
Pomysł na historię był ciekawy. Lena przypadkiem nagrywa rozmowę sąsiadów i zaczyna podejrzewać, że państwo Morgan coś knują. Problem w tym, że książka długo kręci się właściwie wokół jej kolejnych, coraz bardziej lekkomyślnych decyzji. Miałam wrażenie, że aż do trzeciej części niewiele się dzieje.
Dodatkowo autorka zdecydowanie zbyt często wszystko wyjaśnia i przypomina informacje, które już dobrze znamy. Momentami było to po prostu nużące i odbierało historii tempo.
Ciekawiej zrobiło się wtedy, gdy wydarzenia zaczęły splatać się z przeszłością Leny. Wtedy wreszcie pojawiło się coś, co naprawdę mnie zainteresowało.
Szkoda, bo pomysł miał potencjał. Ostatecznie zostałam jednak z poczuciem rozczarowania i frustracji wobec głównej bohaterki. To jedna z tych książek, przy których po zakończeniu lektury bardziej myślę o tym, czego zabrakło, niż o tym, co mi się podobało.
„W ciemnym, głodnym lesie”, Przemysław Piotrowski

Nie, nie, nie. Jak autor, który stworzył Lutę Karabinę, mógł mnie tak bardzo wywieźć na manowce?
Początek naprawdę zapowiadał coś ciekawego. Młoda kobieta znika w Bieszczadach. W tej samej okolicy przed laty zaginęła siostra Niny. Mieszkańcy Czyśćca milczą, nikt nie chce rozmawiać, a wokół lasu narasta atmosfera tajemnicy. Dziewczyny znikają, las „zabiera i nie oddaje”, a Nina – dziś dziennikarka – postanawia dowiedzieć się, co wydarzyło się przed laty.
Przez chwilę to działało. Było kilka elementów, które mogły zbudować naprawdę porządny thriller: zaginięcia, mała bieszczadzka wieś, zamknięta społeczność i tajemnica sięgająca przeszłości.
Tyle że im dalej w las, tym było… ciemniej. I niestety nie w tym dobrym, thrillerowym sensie.
Nina szybko zaczęła działać mi na nerwy. Jest nijaka, bezbarwna, a jej kolejne próby rozmów z mieszkańcami, którzy konsekwentnie nie chcą z nią rozmawiać, z czasem przestały budować napięcie. Potem dochodzą kolejne wyprawy do lasu. Raz, drugi, trzeci. I zamiast rosnącego niepokoju pojawiło się znużenie.
Napięcie? Jak na grzybobraniu.
Im dalej rozwijała się historia, tym bardziej całość wydawała się absurdalna, przesadzona i pozbawiona logiki. Pomysł, który początkowo miał potencjał, został poprowadzony w kierunku kompletnie nie dla mnie. Zamiast mrocznego thrillera dostałam historię, która coraz bardziej rozmijała się z moimi oczekiwaniami.
I właśnie dlatego tak bardzo żałuję tej lektury. Po autorze „Luty Karabiny” spodziewałam się zdecydowanie więcej.
Jedynym powodem, dla którego dotarłam do końca, był Filip Kosior. Jego interpretacja audiobooka była dla mnie zdecydowanie ciekawsza niż sama historia.
Podsumowanie
Na czytniku w sierpniu pojawiły się tylko trzy książki, ale za to każda dostarczyła mi zupełnie innych emocji.
„Szpital” dał mi dokładnie to, czego oczekuję od niezłego thrillera – niepokój, zagadkę i kilka godzin przyjemnego słuchania. „Nowi sąsiedzi” mieli ciekawy punkt wyjścia, ale ostatecznie zostawili mnie z większą frustracją niż satysfakcją. „W ciemnym, głodnym lesie” natomiast okazało się największym rozczarowaniem miesiąca, szczególnie że sięgałam po tę książkę z dużym kredytem zaufania do autora.
I chyba właśnie dlatego lubię ten cykl. Nie chodzi o to, żeby pokazywać wyłącznie książki, które mnie zachwyciły. Czasem trafiam na historię, która wciąga. Czasem na taką, która irytuje. A czasem na książkę, po której jeszcze długo zastanawiam się, jak mogłam się tak bardzo pomylić w swoich oczekiwaniach. Zapraszam też do podsumowania miesiąca – tam zdecydowanie więcej ciekawych lektur.
Podobało Ci się?
Jeśli chcesz przeczytać inne moje recenzje książek, zajrzyj do mojego bloga.
