Książki, które zachwyciły mnie najbardziej

„Ogród w chmurach”, Romain Potocki

Ogród w chmurach Romain Potocki

To książka, która początkowo chciała mnie od siebie odepchnąć, a ostatecznie została ze mną na długo. Historia Roberta pokazuje, że czasem wystarczy jedna osoba, książki i odrobina życzliwości, by zacząć wierzyć, że przyszłość może wyglądać inaczej.

Pełną recenzję tej książki znajdziecie na blogu.

„Theo z Golden”, Allen Levi

Theo z Golden Allen Levi

Spokojna i pełna ciepła opowieść o tym, jak wiele może zmienić zwykła uważność na drugiego człowieka.

Czytając tę książkę, wielokrotnie myślałam o tym, że ja tak nie potrafię. Że zbyt często żyję w pośpiechu, słucham tylko częściowo, a myślami jestem już gdzie indziej. To jedna z tych książek, które nie krzyczą wielkimi emocjami, ale zostawiają po sobie ważną refleksję. Książka, która na pewno trafi do mojego TOP10 tego roku.

Pełną recenzję tej książki również znajdziecie na blogu.

„Dzicz”, Dariusz Gizak

Dzicz Dariusz Gizak

W sumie to nie wiem, na czym polega fenomen tej serii. Wiem tylko, że kiedy zaczynam czytać kolejną część, trudno mi zająć się czymkolwiek innym. Kolejne spotkanie z Jackiem Kowalikiem okazało się dokładnie tym, na co liczyłam. Tajemnica, klimat Bieszczadów i bohater, którego po prostu bardzo lubię.

Pełną recenzję tej książki również znajdziecie na blogu.

„Anatomia morderstwa”, Jo Murray

Anatomia morderstwa Murray

„Anatomia morderstwa” to świetny debiut i jeden z tych thrillerów, które przypominają mi, dlaczego tak lubię ten gatunek. Byłam przekonana, że wiem, dokąd zmierza ta historia. Nie wiedziałam. Mam nadzieję, że Jo Murray już pracuje nad kolejną książką, bo po „Anatomii morderstwa” wiem jedno – będę na nią czekać z niecierpliwością.

Pełną recenzję tej książki znajdziecie na blogu.

Dobre książki, choć nie bez zastrzeżeń

„Król życia”, Anna Stryjewska

Król życia Stryjewska

„Syn wiatru. Bękart” sprawił, że mocno kibicowałam Szymkowi. To była historia chłopaka, który mimo trudnego startu nie tracił wiary w lepsze jutro. Dlatego z dużymi oczekiwaniami sięgnęłam po „Króla życia”.

Tym razem akcja przenosi się do burzliwych lat 90., kiedy stary świat odchodził w przeszłość, a nowe możliwości wydawały się na wyciągnięcie ręki. Szymon odnajduje się w tej rzeczywistości znakomicie. Zarabia pieniądze, zdobywa pozycję i korzysta z szans, jakie daje rodzący się kapitalizm.

Im dalej jednak czytałam, tym częściej wystawiał moją cierpliwość na próbę. Chłopak, którego wcześniej podziwiałam za determinację i upór, coraz częściej podejmuje decyzje, które wydają się kompletnie nieracjonalne. Jego fascynacja Majką szybko przestaje przypominać wielką miłość. Miałam raczej wrażenie, że całkowicie stracił głowę i nie dostrzega tego, co dzieje się wokół niego. Kilka razy miałam ochotę powiedzieć: „Szymek, opanuj się!”.

Majka i jej matka wzbudzały we mnie wyłącznie negatywne emocje. Dawno nie spotkałam bohaterek, które działałyby mi na nerwy aż tak skutecznie. Tym bardziej irytowało mnie, że Szymek tak łatwo ulegał ich wpływowi i ignorował kolejne sygnały ostrzegawcze.

Mimo wszystko przez całą książkę kibicowałam mu i chciałam, żeby wreszcie przejrzał na oczy. Problem w tym, że uparcie nie chciał tego zrobić. Nadal miał momenty, które przypominały mi bohatera z pierwszego tomu, zwłaszcza w relacjach z Antonim, dlatego tym bardziej bolało mnie patrzenie, jak wpada w kolejne tarapaty.

Doceniam natomiast sposób, w jaki autorka odtworzyła klimat lat 90. Aleksandrów jest tu miejscem pełnym kontrastów, gdzie bieda miesza się z nagłym bogactwem, a przedsiębiorczość z cwaniactwem. To właśnie tło społeczne i obyczajowe było dla mnie najciekawszym elementem tej powieści.

Finał pozostawił mnie z dużą ciekawością i sporą dawką niepokoju o dalsze losy bohatera. Mam wrażenie, że najtrudniejsze próby dopiero przed nim.

„Wspaniałe cudowne życie”, Emily Henry

Wspaniałę cudowne życie Henry

Maleńka wyspa. Tajemnicza rodzina pełna skandali i sekretów. I sędziwa Margaret Ives, która po latach milczenia chce opowiedzieć swoją historię. Szansę na napisanie biografii dostaje Alice Scott, beztroska redaktorka magazynu „The Scratch”. Problem w tym, że jej rywalem ma być Hayden Anderson – ponury, nagrodzony Pulitzerem dziennikarz muzyczny i biograf oraz jej zawodowy rywal.

Początkowo najbardziej interesowała mnie relacja Alice i Haydena, ale z czasem większą rolę zaczęła odgrywać historia Margaret. Szkoda tylko, że została opowiedziana w tak nierówny sposób. Niektóre fragmenty naprawdę mnie zaciekawiły, jednak wiele rozdziałów wydawało się zbyt rozwleczonych i momentami spowalniało całą opowieść.

Najbardziej rozczarowało mnie jednak zakończenie. Zamiast satysfakcjonującego domknięcia dostałam zwrot akcji, który wydał mi się przekombinowany i mało wiarygodny.

Mimo wszystko nie mogę powiedzieć, że źle spędziłam z tą książką czas. Emily Henry nadal potrafi pisać w sposób, który wciąga, a nadmorski klimat Little Crescent Island ma w sobie coś bardzo przyjemnego. To po prostu nie jest poziom „Book Lovers”, które do dziś pozostaje moją ulubioną powieścią autorki.

„Skwer krwawiącego serca”, Elly Griffiths

Skwer krwawiącego serca

To kryminał nastawiony bardziej na psychologię bohaterów niż wartką akcję. Historia rozwija się niespiesznie, a autorka skupia się przede wszystkim na relacjach, wspomnieniach i wydarzeniach sprzed lat. Jeśli lubicie klasyczne, klimatyczne kryminały rozwijające się powoli, prawdopodobnie odnajdziecie się w tej historii lepiej niż ja. Mnie wyraźnie brakowało akcji, dynamiki i energii.

Nie do końca przekonała mnie konstrukcja narracji. Historia opowiadana jest z kilku perspektyw, przez co niektóre sceny i dialogi wracają kilkukrotnie. Nie zmienia to jednak faktu, że autorka świetnie buduje brytyjski klimat i bardzo sprawnie prowadzi swoich bohaterów. Problemem nie był dla mnie sposób pisania, lecz tempo samej historii.

Sam finał nie tyle mnie zaskoczył, co wprawił w zdumienie. Miałam wrażenie, że autorka wyciągnęła z kapelusza rozwiązanie, którego wcześniej nie zdążyła mi przekonująco sprzedać. Zamiast satysfakcji pojawiło się pytanie: „Przepraszam, ale skąd to się właściwie wzięło?”. 😊

Mimo mojego rozczarowania uważam, że to dobrze napisany kryminał, który po prostu nie trafił w moje czytelnicze oczekiwania. Jeśli cenicie spokojne, klasyczne śledztwa z mocno rozbudowanym tłem psychologicznym i brytyjskim klimatem, jest spora szansa, że odbierzecie go znacznie lepiej ode mnie. Ja jednak zdecydowanie bardziej doceniłam „Puste jest piekło” i z ciekawością sięgnę po drugi tom, którego jeszcze nie czytałam.

Podsumowanie

Czerwiec pokazał mi, że nawet książki, które nie zachwycają od pierwszych stron, potrafią zostać z czytelnikiem na długo. Były też takie, po których spodziewałam się znacznie więcej. I chyba właśnie dlatego lubię robić takie miesięczne podsumowania. Pozwalają spojrzeć na przeczytane książki z perspektywy czasu i sprawdzić, które historie naprawdę zostały ze mną na dłużej. Jeśli chcecie natomiast zobaczyć, co czytałam na czytniku, zajrzyjcie do majowego wpisu z cyklu „Czytnik, kawa i emocje”. Znajdziecie tam kilka kolejnych historii, które umiliły mi ostatnie tygodnie.

Joanna Tkacz

Autorka: Joanna Tkacz

Lubię historie, które zostają w głowie na dłużej.
Czytam dużo, ale wybieram uważnie – najczęściej thrillery, powieści historyczne, biografie i obyczajowe.
Swoimi wrażeniami dzielę się na blogu i w mediach społecznościowych, łącząc czytanie z fotografią.

Podobało Ci się?

Jeśli chcesz przeczytać inne moje recenzje książek, zajrzyj do mojego bloga.  

Powiązane wpisy