Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Media Rodzina.
„Theo z Golden” Allena Leviego to powieść, która skłoniła mnie do zaskakującej refleksji. Podczas lektury wielokrotnie myślałam o tym, że ja tak nie potrafię. Nie potrafię słuchać ludzi z taką uwagą i cierpliwością jak Theo. I właśnie dlatego ta niepozorna historia została ze mną na długo.
Informacje
Tytuł: Theo z Golden
- Autor: Allen Levi
- Ocena: 5/5
- Wydawnictwo: Media Rodzina
Kim jest Allen Levi?
Allen Levi jest adwokatem, sędzią, autorem i wykonawcą piosenek oraz pisarzem. Jego rodzinny dom i gospodarstwo znajdują się niedaleko jednego z miasteczek w środkowej Georgii. “Theo z Golden” to pierwsza powieść Allena.
„Theo z Golden” i historie ukryte za portretami
Pewnego dnia w niewielkim miasteczku Golden pojawia się nieznajomy. Nikt nie wie, skąd przyjechał ani dlaczego właśnie tutaj postanowił się zatrzymać. Theo zadaje mnóstwo pytań, ale sam niewiele mówi o sobie.
W miejscowej kawiarni jego uwagę przyciąga niezwykła galeria składająca się z dziewięćdziesięciu dwóch ołówkowych portretów mieszkańców miasteczka. Theo zaczyna kupować je jeden po drugim, a następnie oddaje osobom, które zostały na nich uwiecznione.
Każdy taki gest staje się początkiem rozmowy, a każda rozmowa odsłania historię, której wcześniej nikt nie chciał lub nie potrafił wysłuchać.
Każdy przejaw jego dobroci był drogowskazem, niewątpliwie przeznaczonym dla współczesnych, lecz wycelowanym w dal, w kierunku jeszcze nie ustalonego celu.
Szybko zrozumiałam, że choć książka nosi imię Theo, to nie on jest jej najważniejszym bohaterem. Jest raczej kimś, kto wydobywa na światło dzienne historie innych ludzi. Historie o miłości, stracie, samotności, tęsknocie, przebaczeniu i nadziei.
Moje refleksje na temat książki „Theo z Golden”.
Podczas lektury wielokrotnie wracała do mnie myśl, że żyjemy w świecie ogromnego pośpiechu. Rozmawiamy szybko, słuchamy pobieżnie, często czekając jedynie na moment, w którym sami będziemy mogli coś powiedzieć.
Theo robi coś zupełnie odwrotnego.
Jest autentycznie ciekawy ludzi. Zadaje pytania, zapamiętuje szczegóły i nie ocenia. Potrafi poświęcić drugiemu człowiekowi czas, którego tak często brakuje nam na co dzień.
To właśnie dlatego nie odbieram tej książki przede wszystkim jako opowieści o dobroczynności. Owszem, Theo wnosi w życie mieszkańców Golden coś więcej niż tylko swoją obecność. Jednak nie to poruszyło mnie najbardziej.
Najcenniejszym darem Theo nie są rzeczy, które może ofiarować innym. Jest nim uwaga. Prawdziwe zainteresowanie drugim człowiekiem i jego historią. To coś, czym może podzielić się każdy z nas, a jednocześnie coś, czego często najbardziej nam brakuje.
Zdumiewa mnie, jaki wpływ mają na ludzi te portrety. Pani reakcja jest typowa. To samo dzieje się za każdym razem, kiedy kogoś obdarowuję. Nie ma w tym żadnej mojej zasługi, rzecz jasna. To dar od Boga. Asher Glissen zaś ma niebywałe, choć niedoceniane zdolności. Pomaga ludziom dostrzec, kim są naprawdę.
Dlaczego „Theo z Golden” zostawia po sobie ciepło
To książka płynąca spokojnym rytmem. Nie znajdziemy tu spektakularnych zwrotów akcji ani napięcia, które nie pozwala odłożyć powieści na półkę. Jej siła tkwi gdzie indziej.
Allen Levi stworzył historię pełną życzliwości, ale pozbawioną nachalnego moralizowania. Nie próbuje pouczać czytelnika ani podsuwać gotowych odpowiedzi. Zamiast tego zaprasza do zatrzymania się na chwilę i przyjrzenia się ludziom wokół nas.
Theo najwyraźniej potrzebował schronienia. Jesteśmy szczęśliwcami, bo zdecydował się na nas, choć w zasięgu ręki miał cały świat. Osiadł w naszym gronie, zamieszkał w naszej okolicy, adoptował nas jak dzieci i przelał na nas swoje uczucia. Obdarzył nas swoją troską.
Podczas lektury często czułam w sercu ciepło i łapałam się na mimowolnym uśmiechu. Nie dlatego, że wszystkie historie kończą się szczęśliwie. Wręcz przeciwnie. Wiele z nich dotyka samotności, żalu czy utraconych szans. Mimo to przez całą powieść przebiega cicha wiara w ludzi i w znaczenie drobnych gestów.
To także piękny hołd dla sztuki i artystów. Dla twórczości, która pozwala zatrzymać chwilę, ocalić wspomnienie i spojrzeć na człowieka uważniej.
Podsumowanie
„Theo z Golden” to książka dla tych, którzy lubią spokojne, refleksyjne opowieści o ludziach i relacjach.
Allen Levi przypomniał mi, jak rzadką umiejętnością stała się dziś prawdziwa uważność. Theo nie imponuje, nie poucza i nie wygłasza wielkich mów. Po prostu słucha. Jest ciekawy ludzi. Zadaje pytania i daje rozmówcom coś, czego często najbardziej im brakuje – poczucie, że są ważni.
Czytając tę książkę, wielokrotnie myślałam o tym, że ja tak nie potrafię. Że zbyt często żyję w pośpiechu, słucham tylko częściowo, a myślami jestem już gdzie indziej. Theo przypomniał mi, jak wiele może znaczyć zwykła obecność.
Jego sporadyczne przebłyski radości i eksplozje energii dało się przypisać jednie wpływowi Theo.
I choć ostatecznie okazuje się, że może pomóc ludziom także w bardzo konkretny sposób, to nie pieniądze zmieniają mieszkańców Golden najbardziej. Zmienia ich ktoś, kto chce poznać ich historię.
To ciepła, spokojna i pełna życzliwości opowieść, która zostawiła mnie z prostą refleksją: może czasem najcenniejszym darem, jaki możemy komuś ofiarować, jest nasza uwaga.
Ta książka nie zmieni świata. Ale sprawiła, że po jej przeczytaniu miałam ochotę być trochę bardziej uważna na ludzi wokół mnie.
Wydawnictwu Media Rodzina dziękuję za egzemplarz do recenzji.
Lubię historie, które zostają w głowie na dłużej. Czytam dużo, ale wybieram uważnie - najczęściej thrillery, powieści historyczne, biografie i obyczajowe.
Swoimi wrażeniami dzielę się na blogu i w mediach społecznościowych, łącząc czytanie z fotografią.
