Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Znak Literanova.

„Co przyniesie jutro” to jedna z tych książek, które nie potrzebują wielkich zwrotów akcji ani dramatycznych scen, by poruszyć czytelnika do głębi. Melissa Da Costa stworzyła historię cichą, intymną i niezwykle emocjonalną. Opowieść o kobiecie, która po niewyobrażalnej stracie zamyka się przed światem, a potem bardzo powoli próbuje nauczyć się oddychać na nowo.

Informacje

  • Tytuł: Co przyniesie jutro

  • Autorka: Melissa Da Costa
  • Ocena: 5/5
  • Wydawnictwo: Znak Literanova

Kim jest Melissa Da Costa?

Melissa Da Costa jest francuską autorką, która zdobyła ogromną popularność dzięki swoim pełnym emocji i bardzo ludzkim powieściom. W jej książkach najważniejsze są relacje, codzienność i bohaterowie noszący w sobie prawdziwe emocje.

„Co przyniesie jutro” doskonale pokazuje jej styl: spokojny, subtelny i niezwykle uważny wobec ludzkiego cierpienia. To literatura, która nie krzyczy emocjami, ale zostawia po sobie bardzo silny ślad.

„Co przyniesie jutro” – fabuła pełna ciszy, bólu i ukojenia

Amande miała wszystko. Kochającego męża. Dom. Spokojne życie i dziecko, które miało za chwilę pojawić się na świecie. I wtedy jedna chwila roztrzaskała jej rzeczywistość na kawałki. Śmierć, która przychodzi nagle i zostawia po sobie pustkę tak wielką, że trudno oddychać.

Melissa Da Costa bardzo mocno pokazuje ten pierwszy etap żałoby. Szok. Paraliż. Ból tak ogromny, że ciało odmawia posłuszeństwa. Amande nie potrafi już funkcjonować w świecie, który nadal toczy się dalej, jakby nic się nie stało.

Dlatego ucieka.

Wyjeżdża do starego domu na odludziu. Podejmuje tę decyzję właściwie bez zastanowienia, jakby musiała po prostu zniknąć. Zasłania okna. Chowa zegary. Pozbywa się kalendarzy. Czas przestaje mieć znaczenie, bo życie, które znała, już nie istnieje.

Koniec z godzinami. Koniec z datami. Od teraz będą tylko wkrótce i później. Nie ma dni ani nocy. Tylko ja w tym cichym domu. Ja i mój smutek.

Od pierwszych stron czuć ogrom bólu, z którym mierzy się bohaterka. Strata odebrała jej wszystko: miłość, plany, poczucie bezpieczeństwa i przyszłość, którą sobie wyobrażała. Melissa Da Costa pisze o żałobie w sposób bardzo delikatny, ale jednocześnie niezwykle prawdziwy. Bez patosu i wielkich słów. Z taką uważnością, że cierpienie Amande bardzo szybko staje się także naszym cierpieniem.

To jednak nie jest książka wyłącznie o rozpaczy. To przede wszystkim historia o powolnym wracaniu do świata.

Moje refleksje na temat książki „Co przyniesie jutro”

Najpiękniejsze w tej powieści jest to, jak subtelnie pokazuje proces gojenia ran. Nic nie dzieje się gwałtownie. Nie ma tu nagłego olśnienia ani jednej chwili, która wszystko zmienia. Są małe kroki. Drobne gesty. Kolejne dni.

Ogromną rolę odgrywa ogród, który Amande zaczyna powoli pielęgnować. To właśnie tam pojawiają się pierwsze oznaki życia i pierwsze kolory, które bohaterka ostrożnie wpuszcza do swojej codzienności. Kolorowe paski zawieszone na drzewie. Kwiaty sadzone ku pamięci tych, których straciła. Drzewo Benjamina. Kwiaty Manon.

Ten ogród staje się czymś więcej niż tylko miejscem. Jest symbolem odradzania, pamięci i życia, które mimo wszystko wciąż trwa.

Bardzo poruszający jest także motyw szarego kota, którego Amande początkowo się boi, a który później staje się pierwszą istotą zdolną przebić się przez mur jej samotności. To właśnie dzięki niemu bohaterka znowu zaczyna dostrzegać obecność drugiego żywego stworzenia obok siebie.

Melissa Da Costa niezwykle pięknie pokazuje też, jak Amande powoli otwiera się na ludzi. Najpierw niechętnie, niemal odruchowo odsuwając od siebie każdą próbę bliskości. Potem coraz bardziej pozwala, by inni wracali do jej świata.

Dziś wieczorem otworzyłam się na przeszłość, która wtargnęła do środka niczym podmuch wiatru, więc chyba osiągnęłam swój cel.

Julie wpada do jej życia niczym huragan i nie pozwala jej całkiem zniknąć. Są też “dzieciaki” Benjamina, pogrążony w depresji teść, irytująca matka i wszyscy ci, o których Amande zaczyna znowu myśleć z czułością. Richard. Anne. Cassandra i Yann. Mae. Elia. Mika i Lola.

Zapala dla nich świece. Pamięta. Uczy się żyć z ich obecnością w swoim sercu.

Cała przemiana Amandy opiera się właściwie na kilku prostych słowach: Wpuść. Świętuj. Dziel się. Pozwól odejść. Melissa Da Costa pokazuje, jak trudno po stracie znowu otworzyć drzwi, dopuścić do siebie ludzi, wspomnienia i emocje. Jak wiele czasu potrzeba, by znów pozwolić sobie poczuć radość, bliskość i wdzięczność za tych, którzy zostali.

I właśnie to poruszyło mnie najmocniej. Ta świadomość, że czasem człowieka nie ratują wielkie słowa, ale obecność drugiego człowieka. Kubek herbaty. Rozmowa. Pomoc przy skoszeniu trawy. Drobne gesty, które sprawiają, że ktoś powoli wraca do świata.

Sztukowane szczęście, lecz mimo wszystko szczęście.

Czy warto przeczytać książkę „Co przyniesie jutro”?

Zdecydowanie tak, choć warto wiedzieć, że nie jest to książka dla osób szukających dynamicznej akcji czy nagłych zwrotów wydarzeń. Podobnie jak „Cały ten błękit”, ta powieść płynie spokojnie. Bez tanich dramatów, bez cukierkowej idealizacji i bez prób łatwego pocieszania czytelnika.

To historia o życiu po stracie. O bólu, który nie znika nagle, ale z czasem zmienia swój kształt. O ciszy, pokorze i obecności drugiego człowieka. O więziach, które czasem rodzą się poza rodziną, i o tym, że bliskość nie zawsze wynika z więzów krwi.

Do tej pory nawet nie zdawałam sobie sprawy, że mam wokół siebie tyle żaru.

Melissa Da Costa pisze pięknym, bardzo obrazowym językiem, ale nigdy nie popada w przesadę. Jej opowieść bardziej otula niż przytłacza. Jest w niej rozpacz, ale też spokój i cicha nadzieja. To jedna z tych książek, które po zamknięciu zostawiają w sercu smutek, a jednocześnie dziwne poczucie ukojenia.

Poleciłabym ją wszystkim czytelnikom lubiącym emocjonalne, refleksyjne historie, w których najważniejsze są uczucia, relacje i powolna przemiana bohatera. To książka, która nie krzyczy emocjami. Ona po prostu bardzo długo zostaje w człowieku.

Czytałam tę powieść ze ściśniętym gardłem, wielokrotnie ze łzami w oczach, ale jednocześnie z poczuciem niezwykłego spokoju. Dawno żadna historia nie mówiła o żałobie z taką delikatnością i troską o bohatera.

Podsumowanie

„Co przyniesie jutro” to powieść niezwykle delikatna, ale jednocześnie boleśnie prawdziwa. Melissa Da Costa opowiada o żałobie bez patosu i wielkich dramatycznych scen, za to z ogromną czułością wobec człowieka, który próbuje posklejać siebie na nowo. To historia o małych krokach, drobnych gestach i o tym, że czasem życie wraca bardzo powoli: przez zapach mokrej ziemi, obecność drugiego człowieka, kota śpiącego pod drzwiami czy światło świecy zapalonej dla tych, których już nie ma.

To książka dla czytelników lubiących spokojne, emocjonalne historie, w których najważniejsze są uczucia, relacje i przemiana bohatera. Dla tych, którzy szukają opowieści kojących, refleksyjnych i zostających w sercu na długo po zamknięciu ostatniej strony.

Wydawnictwu Znak Literanova dziękuję za egzemplarz do recenzji. 

Jeśli chcesz przeczytać recenzje innych książek tego wydawnictwa, zajrzyj na tę stronę. 

Autorka: Joanna Tkacz
Autorka: Joanna TkaczWyborna Czytelniczka

Lubię historie, które zostają w głowie na dłużej. Czytam dużo, ale wybieram uważnie - najczęściej thrillery, powieści historyczne, biografie i obyczajowe.
Swoimi wrażeniami dzielę się na blogu i w mediach społecznościowych, łącząc czytanie z fotografią.

Autorka: Joanna Tkacz
Autorka: Joanna TkaczWyborna Czytelniczka

Lubię historie, które zostają w głowie na dłużej. Czytam dużo, ale wybieram uważnie - najczęściej thrillery, powieści historyczne, biografie i obyczajowe.
Swoimi wrażeniami dzielę się na blogu i w mediach społecznościowych, łącząc czytanie z fotografią.

Jeśli podobają Ci się moje recenzje, możesz wesprzeć moją pracę
i postawić mi

Powiązane wpisy