Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Znak Literanova.
„Anatomia szczęścia” Anne Rabe to jedna z tych książek, które bardziej się podziwia, niż naprawdę przeżywa. Ambitna, duszna, momentami fascynująca. A jednocześnie nierówna i przytłaczająca swoim rozmachem. To opowieść o przemocy, rodzinnych sekretach i historii, która nigdy naprawdę się nie kończy. Historia przenika tu codzienność, wychowanie dzieci i relacje rodzinne. Zostaje w ludziach na długo po upadku systemów.
Informacje
Tytuł: Anatomia Szczęścia
- Autorka: Anne Rabe
- Ocena: 3,5/5
- Wydawnictwo: Znak Literanova
Kim jest Anne Rabe?
Anne Rabe to niemiecka pisarka, dramatopisarka i scenarzystka urodzona w 1986 roku w Wismarze, w dawnej NRD. Dorastała już w okresie po zjednoczeniu Niemiec, a doświadczenia związane z transformacją ustrojową i pamięcią o NRD stały się ważnym elementem jej twórczości.
Studiowała literaturę i sztuki teatralne w Berlinie. Pisała dramaty radiowe i sceniczne, współpracowała również z teatrami oraz mediami publicznymi. „Anatomia szczęścia” to jej debiutancka powieść, która przyniosła jej międzynarodowy rozgłos i została nominowana do prestiżowej Deutscher Buchpreis. Książka wzbudziła szeroką dyskusję na temat przemocy, pamięci zbiorowej oraz dziedzictwa NRD we współczesnych Niemczech.
„Anatomia szczęścia” – historia przemocy przekazywanej z pokolenia na pokolenie
Anne Rabe opowiada historię Stine, kobiety z pokolenia millenialsów, której rodzinne doświadczenia nie są w Niemczech niczym wyjątkowym. Dziadkowie popierający faszystowską dyktaturę. Rodzice wierzący w system sowiecki. I dziecko, które dorasta pośród lęku, przemocy i przemilczeń.
Matka zaczęła bić. Mocniej. Bo nie płakałam. Uderzała mocniej i jeszcze mocniej. W pewnym momencie to dziecko musiało się poddać. Matka biła, póki nie opadła z sił.
Stine przyszła na świat w NRD, a dzieciństwo spędziła już w rzeczywistości po zjednoczeniu Niemiec. Jednak zmiana polityczna nie przyniosła zmiany w domu. Jej matka była despotyczną wychowawczynią, przekonaną, że dzieci należy hartować przemocą i brakiem czułości. Ojciec pozostaje bierny. Nie chroni. Nie reaguje. W życiu Stine praktycznie nie ma bezpiecznej przestrzeni.
Znajduję na przykład zdjęcia miasta, w którym mieszkałam. To obraz szarzyzny, pogrążania się w ruinie i biedzie. Rzędy domów, w których na parterze znajdują się wprawdzie sklepy, ale już z okien wyższych pięter można spoglądać w niebo. Ruiny kościołów. Nieczynne spichlerze w porcie.
Anne Rabe pokazuje, jak przemoc systemowa przenika do rodzin i codziennych relacji. Jak zostaje w języku, sposobie wychowywania dzieci, w emocjonalnym chłodzie i ciągłym strachu. To jedna z najmocniejszych warstw tej powieści.
Może właśnie dlatego czytałam tę książkę z tak mieszanymi emocjami. Dobrze pamiętam tamte czasy. Upadek muru. Zjednoczenie Niemiec. I to charakterystyczne milczenie o przeszłości, które unosiło się gdzieś pomiędzy rozmowami.
Ci wszyscy złowieszczy żołnierze niemieccy. Żaden z naszych nauczycieli nie powiedział: to wasi dziadkowie i pradziadkowie. To oni byli tymi niemieckimi żołnierzami, którzy w Europie Wschodniej i na terenie ZSRR masakrowali każdego, kto się nawinął.
Autorka kreśli również szerokie tło historyczne. Łączy Republikę Weimarską, nazizm, NRD, okres po zjednoczeniu Niemiec, a nawet współczesną agresję Rosji na Ukrainę. Porusza temat rasizmu, przemocy wobec dzieci, szkolnej brutalności i rodzinnych traum. Opowiada o trzech pokoleniach ludzi próbujących żyć z historią, której nigdy naprawdę nie przepracowali.
Moje refleksje na temat „Anatomii szczęścia”
Początkowo bardzo podobała mi się forma tej książki. Narracja zbudowana z epizodów, wspomnień, dokumentów i eseistycznych refleksji wydawała się ciekawym sposobem opowiadania historii. Czytelnik sam musi składać tę opowieść z rozsypanych elementów. Jest w tym coś intrygującego.
Problem pojawia się jednak później.
Im dalej czytałam, tym bardziej miałam wrażenie chaosu i narracyjnego przeciążenia. Książka momentami przypomina bardziej literacki kolaż niż powieść. Autorka porusza ogrom tematów, ale nie wszystkie wybrzmiewają równie mocno. Od II wojny światowej po współczesność. Od przemocy domowej po szkolne strzelaniny. Od rodzinnych tajemnic po polityczne rozważania.
W pewnym momencie zaczęło mi brakować centrum tej historii.
Najmocniej działały na mnie fragmenty dotyczące dzieciństwa Stine. Przemocy w domu. Chłodu emocjonalnego. Milczenia. To właśnie tam ta książka była najbardziej przejmująca i prawdziwa. Znacznie mniej przekonywały mnie rozbudowane historyczne i polityczne wstawki, które chwilami rozmywały emocjonalny ciężar opowieści.
Miałam też wrażenie, że zabrakło tu głębszego wejścia w psychikę samej Stine. Bohaterka prowadzi śledztwo dotyczące rodzinnej przeszłości, odkrywa kolejne tajemnice i próbuje zrozumieć historię swojej rodziny, ale bardzo rzadko naprawdę konfrontuje się z własnym bólem. Relacja z matką pozostaje właściwie nierozwiązana, a ojciec niemal całkowicie znika z tej opowieści.
Bardzo nas rozczarowałaś, Stine. Jesteś chodzącą porażką, wyrzutkiem społeczeństwa. Jeśli ta rodzina się rozpadnie, będzie to twoja wina. Jeśli ojciec straci pracę, to też będzie twoja wina. Nie zasłużyłaś na to, żeby mieć rodzinę.
Czy „Anatomia szczęścia” to książka dla każdego?
Zdecydowanie nie.
To powieść wymagająca. Ciężka emocjonalnie. Duszna i miejscami bardzo brutalna. Nie ma tu wielu chwil oddechu ani poczucia ulgi. Anne Rabe konsekwentnie pokazuje świat przesiąknięty przemocą. W domu. W szkole. W relacjach między ludźmi. W historii.
Poranne przesłuchania przy kuchennym stole. Więzień, dwunastoletnie dziecko, ma tylko jedno wyjście: podporządkować się. Ma samodzielnie powiedzieć, jakie przestępstwo popełniło. Ujawnić wszystkie słabości i czułe punkty. Zaakceptować karę bez cienia skargi.
Tym dzieckiem byłam ja.
Matka była sądem, przed którym siedziałam śmiertelnie przerażona.
Ojciec, który milczał i na wszystko przyzwalał.
Jednocześnie trudno odmówić tej książce ambicji i odwagi. To debiut, który próbuje zmierzyć się z ogromnym tematem pamięci zbiorowej, dziedziczenia traumy i odpowiedzialności kolejnych pokoleń. Nie wszystko tutaj działa idealnie, ale zdecydowanie wolę książki, które ryzykują i próbują powiedzieć coś ważnego, niż takie, które bezpiecznie powielają znane schematy.
Podsumowanie
„Anatomia szczęścia” Anne Rabe to książka ważna, ambitna i niewygodna. Momentami fascynująca. Momentami męcząca. Bardziej skłaniająca do myślenia niż do emocjonalnego zanurzenia się w historii.
Podziwiałam rozmach tej powieści, sposób splatania historii z codziennością i próbę pokazania, jak przemoc przechodzi z pokolenia na pokolenie. Jednocześnie zabrakło mi większej spójności i emocjonalnej bliskości z bohaterami.
To jedna z tych książek, które zostawiają po sobie bardziej niepokój niż wzruszenie. I być może właśnie o to chodziło autorce.
Wydawnictwu Znak dziękuję za egzemplarz do recenzji.
Jeśli chcesz przeczytać recenzje innych książek tego wydawnictwa, zajrzyj na tę stronę.
Lubię historie, które zostają w głowie na dłużej. Czytam dużo, ale wybieram uważnie - najczęściej thrillery, powieści historyczne, biografie i obyczajowe.
Swoimi wrażeniami dzielę się na blogu i w mediach społecznościowych, łącząc czytanie z fotografią.
